LICZY SIĘ ZAWSZE NASTĘPNE ZDJĘCIE – Rozmowa z Maćkiem Szczerbą

fot. Maciej Szczerba

Położyłeś na stoliku Leikę M6 – analogową. Korzystasz jeszcze z cyfry?

Bardzo rzadko. Czasami jeśli robię coś komercyjnie to wtedy robię cyfrowo. Fotografia jest częścią mojego zawodu. Jestem grafikiem komputerowym, ale zajmuję się też fotografią i filmowaniem. No i kiedy robię zdjęcia za pieniądze – robię je cyfrowo. Cyfra jednak nie „siedzi” mi w robieniu zdjęć dla siebie.

Zawodowo analog ma sens?

Pracowałem tak parę razy, próbowałem to rozkręcić, ale trudno znaleźć ludzi, którzy zdecydowaliby się na to. Miałem klienta który oczekiwał takich zdjęć, więc jest to jakaś nisza. Jak spojrzysz na zachód, coraz więcej ludzi tego chce. Ten rynek zaczyna się u nas pojawiać.

Analog jest w dziwnym miejscu teraz. Z jednej strony jest boom, film odżywa, ale z drugiej strony nie niesie to za sobą komercyjnego sukcesu. Kibicuję Kodakowi, kibicuję tym wszystkim, którzy wznawiają produkcję filmów, ale chyba ciężko będzie z tego zrobić biznes. To raczej coś wyłącznie dla fanów. Nie ma w tym dużych pieniędzy.

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Ze strony klientów, którzy kupują sesje – oni pewnie chcą widzieć od razu efekt…

Jeśli klient jest świadomy procesu z jakim wiąże się robienie zdjęć analogowo i docenia wygląd jaki daje klisza lub może nawet te niedoskonałości i surowość które wiążą się z tym formatem odpowiadają założeniom kreatywnym marki, to nie widzę przeszkód by powstawało więcej takich sesji. Analogowy średni format jest dość popularny w komercyjnym świecie, 35mm spotyka się dużo rzadziej ale to nie jest tak, że nikt tego nie robi.

Część tej zajawki, którą łapią ludzie robiący zdjęcia analogowe – tkwi właśnie w tym, że nie masz od razu efektów. Dla młodego pokolenia to jest nawet nowe. Pokolenie, które  urodziło się z tym, że zawsze widzi swoje zdjęcia tuż po zrobieniu, jest zaskoczone tym, że musi poczekać. Ja osobiście uważam, że im więcej przeszkód i niedogodności w procesie kreatywnym tym lepiej dla efektu końcowego.

My byliśmy zachłyśnięci tym, że można od razu podejrzeć efekt gdy pojawiły się cyfrowe aparaty, bo dorastaliśmy w analogu. Ludzie, którzy wyrośli na cyfrowej fotografii są zachłyśnięci tym, że trzeba poczekać, jak spróbują analoga. 

Ale to nie dotyczy ciebie. Dlaczego gdy robisz zdjęcia dla siebie przesiadłeś się na analoga?

Zobaczyłem, że mam wyrwę w swoim życiu jeśli chodzi o zdjęcia. Mam zdjęcia, które były robione jeszcze za czasów analogowych i potem jest dziura. Nie wiem co ja robiłem wtedy, gdzie byłem na wakacjach i tak dalej. Stwierdziłem wtedy – muszę zacząć robić zdjęcia. Takie zwykłe – dokumentacyjne. Lubię przeglądać rodzinne albumy i do nich wracać. 

No i kupiłem aparat – cyfrowy – Fuji x100s. I przez niego jakoś zabrnąłem na strony internetowe z fotografią uliczną. To się tak rozkręciło. Zacząłem od cyfry i dla zabawy kupiłem sobie Yashikę analogową. Jak zrobiłem pierwszą kliszę – wiedziałem, że już po mnie. 

Tak mi się to spodobało, te kolory, wiedziałem, że nie ma innej drogi.

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

No ale aparat to z Twojej perspektywy, nie jest tylko narzędzie?

W pewnym stopniu tak jest, ale cały analogowy proces, oprócz ceny (śmiech) bardziej mi pasuje. Uwielbiam sam wygląd tych zdjęć. Też to, że nie widzę fotografii od razu jak je zrobię, bardzo dużo nauczyło mnie myśleć światłem. Każde zdjęcie jest resetem, nie możesz podejrzeć co zrobiłeś, więc nie myślisz o tym, myślisz o kolejnym, które masz do zrobienia. To dla mnie bardziej organiczne, zwłaszcza na ulicy. Pstrykasz, nie wiesz co masz i liczy się zawsze następne zdjęcie. Zawsze mnie to napędza. Niby z cyfrą też się tak da – można sobie zakleić ekran, no ale to nie to samo. 

Lubię też to oglądanie zdjęć po dłuższym czasie. Wywołuję zdjęcia na przykład po sześciu miesiącach. Nie widzę przez ten cały okres tego, co robiłem. Później świeżym okiem patrzę na swoje fotografie. 

Często jest tak, że robiąc jakieś zdjęcie zdarzy się coś miłego, ktoś się uśmiechnie, czy jesteśmy zadowoleni, że odważyliśmy się coś sfotografować i wtedy oceniamy swoje zdjęcie przez pryzmat tego uczucia. Jak odkładasz zdjęcia na dłuższy czas to jesteś w stanie bardziej edytorsko i surowo je ocenić. Poza tym jak wywołuję swoje zdjęcia po dłuższym czasie to jest dla mnie jak Boże Narodzenie! Zdjęcia to prezenty!

Zmienia się Twój sposób robienia zdjęć gdy fotografujesz analogiem? Często robisz kilka ujęć tego samego momentu, czy szkoda ci filmu?

To by było głupie, gdyby to mnie wstrzymywało. Z drugiej strony – to pewnie siedzi gdzieś w głowie. Na pewno robię mniej zdjęć. Gdy były protesty kobiet i wychodziłem na zdjęcia wieczorami, a do analoga nie miałem lampy i brałem cyfrę – tonąłem w tych zdjęciach. Robiłem je bezmyślnie. 

Jeśli zdarza się fajna sytuacja, która trwa długo, i mam czas sfotografować ją z trzech różnych kątów i popracować nad tą klatką – to na analogu też to robię. Jednak – cena analoga – nie ukrywam – to najmniej mi pasuje (śmiech)!

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Analogowy kolor, czy czerń i biel?

To jest moja wielka walka(śmiech). Lubię swoje kolorowe zdjęcia, ale jak nieraz wezmę książkę jakiegoś klasyka, na przykład Winogranda i oglądam te zdjęcia wydrukowane czarno-białe to myślę sobie „ach! Trzeba robić czarno-białym!”. Wrócę potem do koloru, zajrzę znowu do książki i tak w kółko. 

Bardzo długo pracowałem, i to mi odpowiada, na dwa aparaty. Mam Leikę i mam Mju II, który jest bardzo małym aparatem, zazwyczaj mam go w kieszeni gdziekolwiek idę. Leikę biorę jak wychodzę konkretnie na zdjęcia. I w Leice miałem czarno-biały film, w Mju II kolorowy. Ostatecznie, też przez to, że te aparaty są zupełnie inne, zobaczyłem, że mam dwa style zdjęć. 

Mju II jest totalnie automatyczny, to małpka – celujesz i robisz, i przez to te moje kolorowe zdjęcia były surowe, często pojawiał się flash. Było sporo dziwnych sytuacji.

Te czarno-białe zdjęcia z Leiki są spokojniejsze, romantyczne. Teraz jednak staram się nie ograniczać i w zależności od nastroju używam albo koloru, albo czerni i bieli. 

Jak analogowy jest Twój proces? Skanujesz odbitki czy negatywy?

Negatywy. Czarno-białe filmy wywołuję sam, kolory oddaję do labu i potem skanuję wszystko co zrobiłem. W archiwum mam kliszę i cyfrowy skan. Próbowałem się bawić w odbitki, ale nie mam już czasu i pieniędzy na to. Chciałem bardzo, bo ten proces mnie jara, ale potrzebna przestrzeń, kolejne pieniądze, kolejny czas, nie mam gdzie tego upchnąć. Wolę jednak mieć więcej czasu na robienie zdjęć. 

Nie chciałbym też, żeby wybrzmiało z tej naszej rozmowy, że akceptuję tylko analoga (śmiech)Nie jestem analog-freakiem z tych co uważają, że cyfrowe zdjęcia to nie jest fotografia. Zdjęcie to zdjęcie. Nie ważne czym zrobione. Po prostu analog mi bardziej leży.

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Pozwala się bardziej skupić?

Lubię ten proces. Nie mam dreszczyków emocji, które daje mi analog gdy pracuję cyfrowo. 

Czego szukasz na ulicy – jak już wychodzisz na zdjęcia ze swoją Leiką?

To jest instynktowne. Pewne rzeczy po prostu przyciągają moją uwagę. Najczęściej są to jakieś niedopasowania w ludziach. Trudno to opisać. Lubię sytuacje gdy ludzie nieświadomie tracą swoje maski, gdy nie do końca zdają sobie sprawę z tego jak wyglądają, są zupełnie naturalni. 

Lubię też pary – związkowe tematy mnie przyciągają. Np zdjęcie z parą i różą. Z jednej strony mamy parę – mężczyznę i kobietę, która dostaje różę. Pozornie romantyczna sytuacja, ale ich postawa jest zupełnie bierna. Niby mamy jakiś dowód miłości, ale oboje patrzą na siebie tak obojętnie. Myślę, że oni nie byli nawet świadomi tego, jak bardzo dwojako to wygląda. Powinno być to romantyczne, bo pani dostała różę od swojego chłopaka, ale to jak stoją pół metra od siebie, wyglądając na znudzonych, mówi coś zupełnie innego. Takie rzeczy,które demaskują w jakiś sposób ludzi mnie pociągają. 

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Szukasz konkretnie takich sytuacji?

To są instynkty. Po prostu idę, zauważam coś takiego i robię zdjęcie. Gdy robiłem to zdjęcie nie miałem w głowie tego, co teraz ci opowiadam. To się dzieje tak szybko, że nawet nie wiem dlaczego w danym momencie chcę zrobić akurat to zdjęcie. W ułamku sekundy sytuacja mnie przyciąga i fotografuję. 

Te zdjęcia też „dochodzą”. Wracam czasem do tych sprzed roku i trafiam na jakieś i myślę sobie „jak ja mogłem takiego zdjęcia nie zauważyć wcześniej?”, albo „jak ono mogło mi się nie podobać?”. To są czyste instynkty, właśnie dlatego to lubię. Na ulicy masz tak mało czasu, że to musi się dziać instynktownie, dlatego każdy fotograf na ulicy robi inne zdjęcia, bo każdy ma inny instynkt.

Tworząc serie, cykle, wychodzisz z jakiegoś założenia, czy najpierw znajdujesz temat w swoich już zrobionych zdjęciach?

Jak robiłem swój zin „No boys” to w zasadzie wyszedł on z tego, że zobaczyłem, że mam bardzo dużo zdjęć dziewczyn, które są ciekawe, które są jakimiś jednostkami w mieście, które przyciągnęły moją uwagę. Jak to zobaczyłem, to zacząłem specjalnie szukać na mieście elementów pasujących do cyklu. Tak samo jest z parami – dopiero po czasie zobaczyłem, że mam dużo zdjęć par w różnych relacjach. Okazuje się, że podświadomie szukam podobnych tematycznie zdjęć. 

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Dlaczego akurat zin?

Bardzo lubię self-publishing, który jest tani i dostępny, tę całą zinową scenę. Nie musisz być wielkim fotografem, bić się o książki, żeby pokazać swoją pracę na papierze, a pokazywanie swoich zdjęć z edycją jest dla mnie bardzo ważne. 

Rzadko robisz zdjęcia, w których jest humor, a to popularny temat w streecie.

Czy ja wiem? Może nie robię takiego popularnego humoru ze strzałkami, napisami – tego nigdy nie rozumiałem. Pociągają mnie zdjęcia, w których jest coś, czego nawet nie umiem ująć, Ostatnio pokazałem zdjęcie graffiti na murze. Jest na nim też pomalowany bluszcz. To jest dla mnie humorystyczne, że ktoś malując graffiti namalował je też na bluszczu. Mnie to bawi. Szukam takich rzeczy. Te moje śmieszności są dla mnie jakieś takie bardziej sarkastyczne.

Ten humor, o który pytałeś, jest go teraz dużo i to jest fajne. To skraca dystans do streeta. Otwiera drogę do ludzi, którzy się nie interesują streetem, bo ludzie po prostu lubią zabawne rzeczy. Takie zdjęcia znajdują szerszą publiczność. Podobają się ludziom, którzy nawet nie wiedzą, że to fotografia uliczna, nie znają zdjęć mistrzów, którymi my się zachwycamy.

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Bluszcz, o którym mówiłeś i klika innych zdjęć które wstawiasz od roku dodajesz z #dontgetexitedproject. To jakaś nowa seria?

Ja muszę sobie strukturyzować życie, narzucić sobie, że teraz robię to i to. To mi pomaga się zmobilizować i wiedzieć nad czym pracuję. Wiem, że ten projekt będzie długi i mam na razie zarys w głowie. Mam pomysł na, niech to będzie zin, w którym zdjęcia będą działały dwójkami. Zawsze będzie para zdjęć która nawiązuje do siebie. Mam już kilka par zdjęć, które zwróciły moją uwagę i stwierdziłem, że fajnie byłoby to kontynuować. Nazwałem to w ten sposób, bo chcę, żeby te zdjęcia pokazywały, że w zasadzie nic nas już na świecie nie może zdziwić. Czasem ludzie są jak zwierzęta, zwierzęta są jak ludzie, wszystko jest pomieszane i powiązane i nie ma się tak naprawdę czym ekscytować. Powoli zbieram zdjęcia, ale wiem, że to trochę potrwa.

Trochę, to 10 lat?

Może nawet! Nie muszę zamykać rzeczy, lubię zbierać, lubię ten cały proces. Nie zniechęca mnie to, że mogę i trzy lata jeszcze zbierać zdjęcia do takiego projektu. Mnie to nawet bardziej jara i wiem, że jeśli dłużej nad czymś posiedzę, to będzie to lepsze, nie będzie pochopne. Postowanie zdjęć z hashtagiem to bardziej sygnał dla mnie, żebym wiedział, że cały czas muszę zbierać. 

Pracujesz jako grafik, czasem fotograf. Ma to wszystko wpływ na twojego streeta?

Zawsze byłem wizualnym człowiekiem. Pcha mnie w tym kierunku moja nieumiejętność wyrażania się słowem (śmiech). Po prostu zmusiła mnie do szukania wizualnych rzeczy i myślę, że to wszystko jest powiązane. Teraz zaczynam filmować i chciałbym pracować bardziej dokumentalnie. W zasadzie film i fotografia jest dla mnie tym samym. Na ulicy też dokumentuje życie. 

Twoje zdjęcia są dla mnie zupełnie niegraficzne. Nie masz tendencji do uciekania w czystą formę, ostre cienie, plamy. Idziesz w przeciwnym kierunku.

Ciekawe spostrzeżenie, nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Nigdy nie robiłem takiej fotografii, nigdy jej nie lubiłem – przynajmniej w streecie. Znajdowanie sceny i czekanie na osobę która uzupełni układankę – nigdy mnie to nie pociągało. Może byłem znudzony tą grafiką na tyle, że teraz szukam chaosu. Lubiłem zawsze taki snapshotowy styl. Wiadomo – kompozycja jest ważna i wiem, że muszę sporo nad tym popracować. Jestem wysoki i jak robię zdjęcia na ulicy to zawsze chciałbym mieć metr pięćdziesiąt  i się nie schylać, wtedy lepsze zdjęcia wychodzą (śmiech). Dla mnie ważniejsze jednak jest to żeby złapać właściwszy moment niż żeby ująć coś pięknie. Wolę sfotografować moment i go mieć, niż przegapić go, bo nie komponował się idealnie. Oczywiście kompozycja jest bardzo ważna i wiele zdjęć przez złą kompozycję nie działa. 

fot. Maciej Szczerba
fot. Maciej Szczerba

Wydałeś wspomnianego zina, ale to było już dwa lata temu, twoja strona jest niedostępna, ciężko cię w ogóle znaleźć – został ci sam Instagram. Nie chcesz się pokazywać?

Domenę mi chyba zlikwidowali (śmiech). No mam problem z autopromocją. Mam tego świadomość. Czuję się trochę winny, ale to tak nie leży w mojej naturze. Nie bardzo umiem wystawiać te prace. Mam wrażenie, że ja po prostu lubię robić zdjęcia, a wszystko związane z wystawianiem ich, zgłaszaniem na konkursy itp. traktuje jako obowiązek na który brak mi zapału. Najwięcej radości sprawia mi samo robienie. Wiem, że ważne jest to, żeby ludzie mogli zobaczyć te zdjęcia, tyle czasu na to poświęciłem, ale nie przychodzi mi to naturalnie. 

________________________________________

Z Maćkiem Szczerbą rozmawiał Michał Matus, a więcej zdjęć naszego gościa znajdziecie na instagramie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *