WYSTARCZY JEDNA KLATKA – Rozmowa z Damianem Chrobakiem

fot. Damian Chrobak

Twoje zdjęcia to niemal wyłącznie analogowa fotografia?

W 80%. To jest trochę moje widzimisię. Po prostu mam wielki szacunek do fotografii analogowej. Do klasyków, dzięki którym zacząłem robić te zdjęcia. 

Używam jednak cyfry, używam iPhone’a, ale lubię mieć zdjęcia na negatywie. Wydaje mi się, że to ma moc, że ma większą wartość niż obraz przechowywany cyfrowo. To jest moja faza na to. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Co cię w tym analogu kręci?

Plastyka, to że trzeba się bardziej skupić na łapaniu momentów. Podoba mi się to, że jest to bardziej przemyślane niż cyfrowe fotografie. Z kim byś nie porozmawiał, cyfrowo robi więcej zdjęć niż analogiem. Tak to już niestety jest. Robiąc cyfrowo, nie masz zahamowań. Wydaje mi się, że robiąc na analogu jestem bardziej wyczulony. Mam też większą frajdę, więcej satysfakcji gdy robię zdjęcia analogowo, niż cyfrowo. 

Jak ktoś mnie np. brał na ślub, albo ostatnio jak robiłem zdjęcia pewnemu perkusiście na różnych wydarzeniach, to wtedy brałem cyfrę i traktowałem to jak zlecenie, dałem zdjęcia na płycie. Analog to moja artystyczna działka.

To co się stało z fotografią po tym gdy zaczęła się cyfrowa era – to cię wkurza?

Kiedyś mnie to wkurzało i nie mogłem sobie z tym poradzić. Teraz jestem na etapie leczenia się z pewnych rzeczy. Ogólnie – to nie jest moja broszka, ale tak, irytowało mnie to. 

Teraz niestety większość ludzi ocenia zdjęcia patrząc na to ile które ma lajków. Kto ma więcej lajków ten jest lepszym fotografem. W konkursach fotograficznych czasami jury zaniża poziom, bo nie ma z czego wybierać. W ostatnich latach zdarzyło się kilka razy, że nie przyznawano pierwszej nagrody, bo jury uważało, że nie ma na tyle wartościowych tematów i zdjęć, żeby je nagrodzić. Wydaje mi się, że to jest w jakiś sposób wpływ cyfry na fotografię.  

Cyfrowa fotografia powstała min. po to by magazyny drukowały zdjęcia niemal w momencie, w którym zostały zrobione. Żyjemy w czasach, w których wszystko musi być szybkie, pędem, zaraz – mi się to nie podoba.  Kiedyś było inaczej, życie wyglądało wolniej, robienie zdjęć to też był proces bardziej długoterminowy. Być może popadłem w tę swoją chorobę dlatego, że nie nadążam.

Zwalniam. Fotografia analogowa pomaga mi zwolnić. Tak to postrzegam. Trochę nas fotografia cyfrowa odmóżdżyła. To oczywiście są moje spostrzeżenia, ktoś może patrzeć na to inaczej. Nie chcę nikomu ubliżać. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Kacper Kowalski, który fotografował świat z paralotni zanim na niebie zaroiło się od dronów przeżył bardzo to, że coś do czego on dochodził latami, stało się nagle zbyt łatwo dostępne – jest tu jakieś podobieństwo?

Nie wiedziałem, że „złapał z tego powodu doła”, ale jest coś w tym. Może przez to, że my do pewnych rzeczy dochodziliśmy z wysiłkiem, że poświęciliśmy kawałek swojego życia na to… Kacper przecież ryzykował życiem w powietrzu za każdym razem gdy wylatywał paralotnią, a stojąc na ziemi robiąc zdjęcia latającym dronem jest się nietykalnym. 

Wydaje mi się, że może my już jesteśmy z tej daty, choć jeszcze nie starzy, przynajmniej ja się stary nie czuję, że nie nadążamy za tą technologią i nas to irytuje, że jeszcze 10 lat temu musiałeś poświęcić masę czasu, żeby się czegoś nauczyć, coś pojąć, coś zrobić, a teraz jest ci to podane na wyciągnięcie ręki. Dla mnie to jest odmóżdżenie i mi się to nie podoba, tak na to patrzę. To się nie tyczy tylko fotografii – także muzyki, malarstwa – malarze teraz malują na tabletach nie używając farb. Moim zdaniem idziemy w złym kierunku, może dlatego podtrzymuję tę tradycję jakoś. 

Z drugiej strony takich czubów jak ja jest więcej, niedawno Fuji przywróciło film, który kiedyś wycofali, Kodak wrócił. Jest coś w tym, że mimo tej łatwości w fotografii cyfrowej, ci którzy mają większy szacunek do fotografii później sięgają też po negatyw. Moi znajomi fotografowie – zauważyłem – zlecenia robią cyfrowo, a swoje projekty – analogowo. Poświęcają na swoje projekty więcej czasu, wolą je na negatywach.  Ja się z tego cieszę, że gdzieś tam fotografia analogowa wraca. Staje się silniejsza. Aparaty analogowe zyskują na wartości. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Może jednak paradoksalnie ten zalew fotografią cyfrową stymuluje tych, którzy chcą działać bardziej tradycyjnie? W przypadku Kacpra Kowalskiego ten „sprzeciw wobec dronów” zaowocował świetnym osobistym albumem „Over”, którego nie zrobiłby, gdyby drony nie weszły mu w drogę. 

No tak – chcesz się wybić z tego kółka, nie chcesz powielać rzeczy, które robią inni. Chcesz zrobić coś od siebie, dać coś więcej. Może jest tak, że to stymuluje. To w końcu jest świadomy wybór.

Lubisz fotografię uliczną w wersji „pure”. Za co?

Za prosty przekaz. Od razu jak zacząłem się uczyć fotografii to ta stylistyka mi się bardzo spodobała – to że jedno zdjęcie może opowiedzieć historię.  Też za jej dokumentalny charakter.

Historia w jednym zdjęciu czyli…

Lubię jak zdjęcie samo się broni. Patrzysz na zdjęcie i widzisz o co chodzi – jest treść, czasem ukryty przekaz i mały detal „robiący” całą fotografię. Lubię gdy z jednego zdjęcia możesz wyczytać całą historię, gdy nie potrzebujesz pięciu czy sześciu zdjęć. Wystarczy jedna klatka. Klasyka fotografii ulicznej to ma. Tak to robili fotografowie, których bardzo lubię i szanuję. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Serie do ciebie nie przemawiają?

To nie jest tak, że nie przepadam za nimi. Wszystko się zmienia, sam robię serie – zrobiłem np. „Everywhere I look, I’m being looked at” czy teraz serię „Disconnected”  – ludzi z telefonami komórkowymi. Te zdjęcia układają się w serie, ale taka czysta fotografia uliczna, ta którą się tak zachłysnąłem, dla której zacząłem sam robić fotografię uliczną, to były jednak pojedyncze zdjęcia, które opowiadały historie. Nie trzeba się przy nich koncentrować na większej liczbie fotografii, by ogarnąć opowieść. Gdyby tak było – to już byłby bardziej reportaż lub dokument. 

Nie chcę nikogo negować, nie twierdzę, że serie są złe, ale po prostu inaczej się nauczyłem fotografować. Dla mnie kwintesencją fotografii ulicznej jest to, by zrobić jedno mocne zdjęcie, które samo się broni.

Robisz przede wszystkim zdjęcia uliczne, nie reporterskie, ale chodzisz na głośne wydarzenia.

Lubię fotografować większe wydarzenia, ale z takich wydarzeń szukam jednego zdjęcia. Nie opowiadam tego, co się dzieje na takim wydarzeniu. Gdy robię zdjęcie unikam epicentrum, idę na obrzeża szukając jakiejś nieco innej historii – to jest stara szkoła klasyków fotograficznych. Jak byłem w Polsce na Euro 2012, wszyscy się skupiali na kibicach i piłce, a ja ustrzeliłem zdjęcie, z sikającym facetem w krzakach, z za których dwóch policjantów czeka, aż ten pan skończy sikać, by dać mu mandat. To było dla mnie ważne zdjęcie w kontekście tej całej imprezy – nie tylko futbol się dzieje, ale dzieją się też takie ciekawe rzeczy. Ważna wtedy jest szybka reakcja na sytuację. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Dużo fotografujesz takiego humoru na ulicy?

Jakoś nigdy nie zwracałem na to uwagi, że robię sporo takich zdjęć, ale słyszę czasem od innych, że ten humor u mnie widzą. Może to się wzięło z tego, że swojego czasu oglądałem masę zdjęć Eliota Erwitta i innych fotografów, u których było sporo humoru. Nie szukałem specjalnie takich sytuacji, po prostu je zauważałem i robiłem im zdjęcia. Jestem też samotnikiem, nie tryskam humorem, a na moich zdjęciach jednak się zdarza. Może to jest taki kontrast, który widzę w tym życiu codziennym i jakoś samoistnie łapię takie sytuacje, no ale  przecież te z humorem, to nie jedyne moje zdjęcia.

Wychodząc na zdjęcia na ulicę – szukasz konkretu, czy zdajesz się na instynkt?

Przede wszystkim skupiam się na człowieku. Czasami jest tak, że wyobrażam sobie jakieś zdjęcia. Myślę sobie wtedy, że fajnie byłoby mieć takie i takie zdjęcie, złapać taką i taką sytuację. Dzieje się to raczej w domu, na przykład gdy oglądam fotografie. Kiedy jestem na ulicy zdaję się już na instynkt. Wtedy muszę być zawsze gotowy do zrobienia zdjęcia. Te momenty trwają ułamki sekundy i trzeba to wyłapać w tym całym tłumie i pędzie. 

Kiedyś zauważyłem, że mam parę zdjęć z oczami – gdy z plakatów i reklam patrzyły na mnie wydrukowane oczy. Po czwartym zdjęciu stwierdziłem, że mi się to składa i jak już to zauważyłem, to od tamtej pory szukam tych motywów. Jak nie robię jakiegoś konkretnego projektu, gdzie chcę coś pokazać w szerszym kontekście, to wtedy jest to czysty instynkt i baczne obserwowanie. 

Zazwyczaj wybierasz te same miejsca – Piccadilly Circus, Oxford Street, Leicester Square.

Chodzę tam, bo tam są zawsze ludzie. Zawsze coś się tam dzieje. Gdyby to była Warszawa, to podejrzewam, że chodziłbym cały czas po marszałkowskiej i okolicach, po prostu tam, gdzie są ludzie. Te miejsca bardzo szybko się zmieniają, ciągle coś się dzieje, są nowi ludzi, nowe sytuacje. Nie ma sensu żebym chodził po całym Londynie. Wybrałem miejsca, które są „busy” i staram się łapać człowieka w takich miejscach.

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Z tłumem ci się najlepiej pracuje?

No ja lubię jak są ludzie i coś się dzieje. Obserwację ludzi mam we krwi i przekładam to na fotografię. 

Podążasz czasem za ludźmi żeby zrobić im zdjęcie. Co Cię skłania do tego żeby podążać akurat za tymi, nie innymi ludźmi?

Idę za instynktem. Wystarczy, że ktoś jest odrobinę inaczej ubrany niż reszta. Czasem nawet nie dzieje się nic, ale coś mi mówi „idź, może się coś wydarzy” – wtedy idę. Jestem trochę myśliwym. Nie wiem co przyniosę, ale tak się wkręcam, że szukam tego czegoś. Bywa, że z całego dnia nie przyniosę ani jednego dobrego zdjęcia. Bywa, że przyniosę trzy.

Pamiętam, że jak czytałem dużo o moich ulubionych fotografach, to zawsze powtarzało się to samo zdanie: „liczy się ilość godzin spędzonych na fotografii i przebytych kilometrów”. Zdjęcie same do ciebie nie przyjdą, musisz sam wyjść im naprzeciw i złapać ten moment. 

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Mówisz, że skupiasz się na człowieku w swoich zdjęciach. Zdarza ci się czasem jednak bardziej niż człowiekiem, myśleć tłem?

Wszystko się składa na dobre zdjęcie, łącznie z tłem, żeby nie było rozlazłe, nie burzyło fotografii. W tych miejscach gdzie jest gwarno też staram się mieć czyste tło. Czasem wystarczy zrobić krok w dobrą stronę i z kadru który jest chaosem robi się nagle czysta kompozycja. Są fotografowie, którzy znajdują sobie miejsce czyste i sterylne i czekają aż coś się wydarzy, ja jest bardziej z tych, którzy non stop chodzą z punktu A do B, cały czas obserwując.

Jak się u Ciebie zaczął street? Najpierw wyjechałeś do Londynu, czy najpierw był street?

Byłem w Londynie dwa lata i jak już zarobiłem tam trochę pieniędzy i przyjechałem do Warszawy znalazłem Akademię Fotografii i chociaż nie miałem pojęcia o fotografii zapisałem się tam. Byłem wtedy nowicjuszem w Warszawie i chodziłem po prostu po mieście z aparatem. Robiłem zdjęcia na ulicy, ale nawet nie wiedziałem jak to się nazywa, z czym to się je. Kiedyś, po kilku miesiącach w szkole Andrzej Zygmuntowicz, mój profesor, powiedział, że widzi, że coś mnie ciągnie do ulicy, że jest coś takiego jak fotografia dokumentalna z ulicy i on właśnie polecił mi żebym wyjechał do Londynu. Wyjechałem. Po dwóch tygodniach od tamtej rozmowy siedziałem w autobusie do Londynu – wtedy jeszcze jeździło się autobusami – dwadzieścia cztery godziny. Akurat los tak chciał, że kupiłem wtedy magazyn fotograficzny Pozytyw, w którym jak się później okazało był wywiad z chłopakami z In-Public – streetowcami. Zobaczyłem zdjęcia i pomyślałem sobie „kurde, przecież oni robią to, co ja, tylko dużo lepiej!” To byli ludzie, którzy na tym zęby zjedli. Wiedziałem, że chcę robić coś takiego. No i przyjechałem do Londynu i okazało się, że w księgarniach jest mnóstwo albumów fotograficznych  Bressona, Franka, Doissneau, Erwitta, Winogranda i tej całej klasyki, które w Polsce w ogóle były niedostępne. Jak znałem wcześniej jakieś pojedyncze zdjęcia, to tylko przez zajęcia w Akademii Fotografii.

Później  po latach odważyłem się napisać do chłopaków z In-public, bo wiedziałem, że są z Londynu. Spotkałem jednego, potem drugiego. Uzależniłem się od chodzenia po Londynie i robienia zdjęć, szukania momentów, wywoływania filmów, kolekcjonowania zdjęć. Przyszły wystawy, znajomości i jakoś poszło. Rzuciłem robienie zębów, bo byłem technikiem dentystycznym. Poszedłem do London Collage of Communication na Black and white photography. W szkole mi mówili, że mam oko i wyczuwam decydujący moment. Cały wolny czas poświęcałem na fotografię. Stąd to się wzięło.

Jadąc do Anglii o tej fotografii nie wiedziałem dużo. Wiedziałem, że była i los tak chciał, że akurat wtedy cały Pozytyw poświęcony był fotografii ulicznej.

Od 18 lat wszystko co robię jest związane z fotografią.

fot. Damian Chrobak
fot. Damian Chrobak

Trzeba mieć taką obsesję, żeby dobrze robić Streeta?

No nie wiem… To jest moja obsesja. Nikomu jej nie narzucam. Każdy ma swoje podejście. Ja po prostu bardzo chciałem to robić. W pewnym momencie stwierdziłem, że chcę zostawić po sobie jak najwięcej zdjęć, chce dokumentować jak najwięcej. 

Na pewno trzeba się poświęcić, to kosztuje sporo wyrzeczeń. Robiąc coś z doskoku, zajmując się czymś innym, fotografię gdzieś na boku, do niczego się nie doprowadzi. Trzeba sobie zadać pytanie czy się jest fotografem, czy nie. Jak się już jest tym fotografem i jest się w tym środowisku to widzi się, że chcąc zaistnieć, trzeba poznać ludzi z branży. Chodzi się na wydarzenia, na które trzeba być zaproszonym – to wszystko jest ze sobą połączone. 

To nie jest tak, że się idzie na wystawę ulubionego fotografa, czy jakieś spotkanie z nim i są tam np. lekarze. Raczej są tam fotografowie, studenci fotografii, wykładowcy fotografii, tak to działa.

W pewnym momencie to, że robiłem zęby zaczęło mi przeszkadzać, ograniczało mnie. Nie miałem czasu na zdjęcia. Zarabiałem pieniądze, ale nie mogłem się fotograficznie edukować, nie miałem czasu na oglądanie fotografii. Musiałem pracować i edukować się by być lepszym protetykiem, więc doszedłem do wniosku, że skoro chcę robić przede wszystkim fotografię, postawiłem wszystko na fotografię.


Z Damianem Chrobakiem rozmawiał Michał Matus. A więcej zdjęć naszego gościa możecie znaleźć na jego stronie internetowej oraz Instagramie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *