Droga – rozmowa z Michałem Sośnickim

Co było pierwsze u Ciebie góry, czy fotografia?

Góry. Od najmłodszych lat, moi dziadkowie i wujkowie zabierali mnie na piesze wycieczki. Najpierw były to dolinki podkrakowskie, a potem Beskidy i Tatry. 

Do dnia dzisiejszego moimi ukochanymi górami są Beskidy. Zresztą, obecnie nawet w nich mieszkam. W Zawoi, pod samą Królową Beskidów – Babią Górą.

Pochodzisz z Krakowa. Ta przeprowadzka do Zwoi to taki zabieg, żeby mieć góry pod ręką?

Nie. Tutaj ożeniłem się w 2009 roku, ale mimo tego, przez kilka następnych lat dojeżdżałem codziennie do Krakowa, do pracy. 

W pewnym momencie miałem dość codziennych dojazdów i szkoda mi było pieniędzy, które wydawałem na paliwo…

Niektórzy twierdzą, że „krajobraz” to dość prosta dziedzina fotografii. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Niektórzy też twierdzą, że wszyscy mogą prowadzić samochód, a wcale tak nie jest. Ta dziedzina fotografii wydaje się być bardzo prosta. Wydaje się. Jednak, na dobre zdjęcie krajobrazowe składa się naprawdę wiele czynników. Wybór miejsca, światło, pomysł, serce i szczęście. Trzeba to naprawdę kochać! I to bym postawił na pierwszym miejscu… 

Bardzo często wstaję w nocy, kiedy niektórzy dopiero kładą się do łóżek. Idę w deszczu, śniegu, przy niskiej temperaturze – zwłaszcza zimą. Tylko osoby, które to przeżywają osobiście są w stanie docenić ten trud… Sprawdzam prognozy lub ufam własnej intuicji. I czasem idę kilka godzin na szczyt, by z niego nie zobaczyć nic… 

I to jest właśnie najpiękniejsze, że nie zawsze jest tak jakbym chciał. Ale wtedy, mimo iż lekka złość w takim momencie towarzyszy pewnie każdemu z fotografów, to jednak wiem, że niebawem wrócę w to miejsce. Chyba, że jest się takim “fotografem”, który nawet jak nie trafi dobrych warunków pogodowych, to i tak robi zdjęcia, a potem wstawia gotowe niebo, chmury czy słońce. Ja osobiście tego nie rozumiem i nie toleruję! Nigdy nie robię zdjęć dla „lajków”. Staram się by były jak najbardziej autentyczne i oddawały to co ja czułem w danym momencie… Ale bez usuwania i dodawania elementów, które tam były czy nie…

Czyli przygoda. Fotografia krajobrazowa – z tego wynika – zdecydowanie nie jest dziedziną dla ludzi, którzy nie lubią się męczyć i nie chcą się ubrudzić.

Ta, którą ”uprawiam” ja – tak. Ale są takie miejsca gdzie można dojechać samochodem i praktycznie z samego auta można robić zdjęcia. Doskonałym przykładem gdzie jeżdżą dosłownie wszyscy fotografujący jest Łapszanka.

Z częstotliwości publikacji zdjęć na Twoim profilu FB wnioskuję, że bardzo dużo fotografujesz. Działalność fotograficzna to Twoje jedyne źródło utrzymania, czy masz jeszcze jakaś inną pracę? Jeśli tak, to jak to wszystko godzisz. Fotografia krajobrazowa jednak jest dość wymagającą dziedziną fotografii i dość czasochłonną.

Tak, fotografuję bardzo często. Mam swoje ulubione miejsca, ale staram się też odkrywać nowe. Jednym z takich moich miejsc na ziemi są zawojskie Smyraki. Odkryłem je całkiem niedawno i jestem tym miejscem zauroczony. Mało kto tam bywa. 

Kilka lat temu rzuciłem pracę na etacie i otworzyłem własną firmę fotograficzną.  Żyję głównie z krajobrazu, a konkretnie – prowadząc warsztaty fotograficzne. Przez te 5 lat, uczestniczyło w nich ponad 200 osób. Są tacy, którzy pojawiają się raz i nigdy więcej nie wracają, ale są też tacy, którzy jeżdżą na nie cyklicznie. Wykonuję też zdjęcia na zlecenie różnych wydawnictw, gmin czy powiatów. Mam trójkę małych dzieci i staram się łączyć pasję, życie rodzinne i fotografię. Nie zawsze jest to łatwe. 

A jak sobie radzisz teraz, w tym trudnym dla wszystkich czasie epidemii?

Staram się to przetrwać, mimo iż dochody spadły mi do zera. Na kwiecień i maj miałem zaplanowanych dużo warsztatów, ale niestety… Fotografuję jednak w miarę normalnie. Nadal jeżdżę na wschody i zachody słońca, oczywiście w miejsca gdzie jest to obecnie dozwolone. To moja praca i jak mówiłem, sprzedaję zdjęcia do różnych wydawnictw.

Jak przygotowujesz się do zdjęć? Chodzi mi przede wszystkim o wybór odpowiedniej lokalizacji?

Ponieważ od małego dziecka wędruję po górach, to je znam. Beskidy, Pieniny, Gorce czy Tatry. Miejscówek szukam przede wszystkim w… głowie. Korzystam też z map i od czasu do czasu z internetu. Odkąd są stosowne aplikacje, sprawdzam też gdzie wyjdzie czy zajdzie słońce choć nie zawsze. Lubię element zaskoczenia. Dzień przed wyjazdem, sprawdzam też naładowanie akumulatorów, czyszczę filtry i sprawdzam czy wszystkie niezbędne rzeczy mam spakowane w plecaku.

No właśnie, Beskidy, Pieniny, Gorce, Tatry… Tylko w Polsce fotografujesz?

Nie tylko. Słowacja, Czechy, Włochy… Głównie góry, ale także morze – choć do nie dawna myślałem, że tam nie ma co fotografować. Ależ się myliłem!

Czy są takie miejsca, do których często wracasz bo ciągle nie zrobiłeś tam „tego jedynego zdjęcia”?

Mam swoje ulubione miejsca, ale nigdy nie traktuję tego w ten sposób… Każdy dzień jest inny, każdy wschód słońca jest inny, każdy poranek jest inny… I zawsze uważam, że dane zdjęcie mogłem zrobić lepiej. 

A co Cię w ogóle kręci w fotografii?

Droga. 

Droga?

Tak, droga. Już wyjaśniam. Uwielbiam moment kiedy idę, lub jadę gdzieś na zdjęcia. Kiedy docieram na miejsce, wyciągam aparat, rozstawiam statyw… Kiedy budzi się dzień i światło jest wspaniałe… Kiedy wyzwalam spust migawki… Kiedy wracam do domu, zgrywam zdjęcia na dysk i siadam do wywołania zdjęcia. Tu już bywa różnie…

Jak postrzegasz współczesną fotografię? 

Są plusy i minusy obecnej sytuacji w fotografii. Zdjęcia robią obecnie wszyscy, a fotografują nieliczni. Jak się tylko ma pomysł, to naprawdę dobre zdjęcie można zrobić nawet telefonem. Obecna technika pozwala na wykonanie setek zdjęć na jednej karcie pamięci, ale nie do końca o to w tym chodzi… Im mniej tym lepiej. Często mnie pytają ile zdjęć robię na jednym wschodzie czy zachodzie słońca. Jest ich góra dwadzieścia i z nich też robię selekcję.

Twoje zdjęcia wyglądają na bardzo naturalne. Nie ingerujesz chyba mocno w obraz podczas postprodukcji.  Czy za tym kryje się jakaś idea?

Idea? Myślę, że nie. Po prostu staram się by obraz, który trafia do widza, był jak najbardziej autentyczny, z tym co widziałem i czułem w danym momencie. Na etapie robienia zdjęć, praktycznie zawsze korzystam z filtra polaryzacyjnego. Używam też filtra szarego, filtra szarego połówkowego oraz tzw. rewersa. Jeśli rozpiętość tonalna danej sceny nie pozwala mi by zrobił tylko jedno ujęcie, stosuję technikę “braketingu”, czyli wykonuję 3-5 zdjęć takiej samej sceny, tylko z różnym czasem naświetlania. Pozwala mi to na etapie postprodukcji, na zdecydowanie większą ingerencję w światła czy cienie, bez utraty jakości. Obróbka czy wywołanie zdjęcia zajmuje mi ok. 3-5 minut. Niektórym fotografom ponad 2 godziny. Każdy ma swój sposób pracy, ja zamiast siedzieć tyle czasu przy komputerze, wolę znów cieszyć się widokami w terenie.

Poza tym mimo, że Photoshop Czu Lightroom jest wspaniałym i niezbędnym narzędziem to ich nieumiejętne użytkowanie potrafi zrobić sporo złego. Często o wschodzie mamy piękne kolory i nawet nie trzeba takiego zdjęcia wrzucać do programu, ale właśnie przez to, że ten program mamy i korzystamy bez opamiętania, ludzie myślą i zarzucają nam, że “takich warunków nigdy nie ma i to jedynie Photoshop”. A to często mija się z prawdą. Sam wielokrotnie widziałem takie wschody, że zapominałem wyjąć aparat bo stałem i nie mogłem się ruszyć z wrażenia. Natura potrafi być tak cudowna… 

Jak ważne jest stosowanie filtrów fotograficznych w fotografii krajobrazowej? Mam tu na myśli takie filtry nakładane na obiektyw, nie softwarowe?

Dla mnie absolutnie najważniejszym i niezbędnym filtrem jest filtr polaryzacyjny. I 99% moich zdjęć, wykonanych jest z jego użyciem. Można go nałożyć softwerowo, ale w mojej ocenie nie daje to takiego efektu jaki uzyskujemy podczas robienia zdjęcia. Nasyca kolory, niweluje odbicia wody itp. Kręcąc nim możemy uzyskać różne efekty polaryzacji. Filtry szare stosuję by rozmyć np. górski wodospad, czy fale morskie. Szary połówkowy – o świcie i o zmierzchu daje najlepsze efekty. W tym czasie między jasnością nieba i ziemi jest tak duża rozpiętość tonalna, że oko ludzkie ją widzi i dostosowuje się do sytuacji, aparat – nie. Dlatego musimy zastosować filtr połówkowy, nakładając go na niebo. Pracuję na filtrach Benro, i nie tylko dlatego, że jestem Ambasadorem tej marki ale faktycznie dają świetne efekty (czyli nie dają zafarbu… )

Jesteś ambasadorem marki Pentax. Muszę o to zapytać, bo to dość niszowa marka. Jak to się stało? Dlaczego? Albo inaczej, czy Pentax ma do zaoferowania coś takiego, czego nie mają inne marki?

W sumie to był zupełny przypadek. W 2006, czy 2007 roku, trafiła mi w ręce gazetka Media Markt. Był w niej aparat Pentax K100D. Kolega, który znał się na fotografii  polecił mi go, choć sam był “nikoniarzem”. A, że ja nie chciałem kupować, ani Nikona, ani Canona (bo nie chciałem być jak wszyscy…), to padło na Pentaxa. Potem miałem inne, nowsze modele, a dziś fotografuję dwoma pełno klatkowymi lustrzankami Pentax K1. 3 lata temu zostałem Ambasadorem marki Pentax w Polsce. Na pewno marka ta idealnie nadaje się do zdjęć krajobrazowych ze względu na swą ciepłą kolorystykę zdjęć. Ergonomia, rozmieszczenie przycisków na body, bardzo czytelne menu, wstępne podnoszenie lustra, zdjęcia z przesunięciem pixeli oraz astrotracker (śledzenie gwiazd do zdjęć nocnych) – to bardzo przydatne funkcje. 

Organizujesz plenery i kursy fotograficzne, z czym uczestnicy mają największy problem?

Tak, organizuję je od 5 lat. To trudne pytanie, bo każdy tak naprawdę ma inne problemy. Jeden potrzebuje pomocy przy wyborze sprzętu, inny przy ustawieniach aparatu, przekonania się do używania statywu, a jeszcze inny chce poznać po prostu miejsca fotograficzne. Ale zdecydowana większość, nie lubi jeździć na zdjęcia samemu i boi się samemu chodzić nocą… Poza takimi oczywistymi rzeczami jak teoria fotografii, uczę też, a może przede wszystkim – wiary w to, że mimo iż zapowiadają złe warunki pogodowe, to zawsze – oczywiście w granicach rozsądku – warto ryzykować. Często pogoda była taka, że chyba tylko ja wierzyłem w powodzenie całej wyprawy i… udawało się! Wracaliśmy z fantastycznymi zdjęciami.

Ja się na przykład boję niedźwiedzi. Spotkałeś kiedyś jakiegoś?

Ja o nich nie myślę wędrując po górach… Ale miałem jedną przygodę pod Wielkim Choczem w czasie rykowiska. Szedłem sobie spokojnie, po cichutku… Wychodząc na polanę w środku nocy, usłyszałem ryk jelenia. Ale zaraz potem usłyszałem zupełnie inny ryk… Przypomniałem sobie wtedy moją rozmowę z kolegą pracującym w TPN. Mówiłem mu kiedyś, że schodząc z Tomanowej Przełęczy (posiadałem stosowne zezwolenie na fotografowanie poza szlakami na terenie TPN) chyba słyszałem niedźwiedzia. Powiedział mi, że jak usłyszę misia, to będę to wiedział na pewno… I tak było tamtej nocy pod Choczem… Zaświeciłem latarką w prawą stronę gdy tylko usłyszałem, że coś idzie w moją stronę. Byłem przekonany, że to jeleń. Był to niedźwiedź. Zatrzymał się jakieś 20 metrów ode mnie – zaryczał i zawrócił… W plecaku mam zawsze flarę i gaz pieprzowy, ale tym razem nawet nie zdążyłem o nich pomyśleć. Jedyne co zrobiłem to zgasiłem latarkę. Taki odruch, choć niedźwiedź doskonale widzi po ciemku. Tym razem poszedł w swoją stronę. Z polany na szczyt idzie się godzinę. Wtedy po raz pierwszy i ostatni w życiu, pokonałem ten odcinek w… 25 minut!

Jakie są Twoje marzenia fotograficzne?

By zawsze mi się chciało to robić i bym mimo przeciwności losu, nigdy z tej miłości do fotografii krajobrazowej nie zrezygnował. Nie mam marzeń o Islandii, Lofotach czy tym podobnych miejscach bo uważam, że Polska ma wiele wspaniałych miejsc ale… Oczywiście, jak tylko nadarzy się okazja, to chętnie spakuję sprzęt i pojadę do Jordanii, Patagonii czy innych krajów…


Z Michałem Sośnickim rozmawiał Marcin Pycha. A więcej zdjęć naszego gościa możecie znaleźć na jego stronie internetowej


Jeśli podobał Ci się ten artykuł, wesprzyj nasze działania.


5 myśli na “Droga – rozmowa z Michałem Sośnickim”

  1. Dzięki! Zgadzam się z tym, że ten rodzaj fotografii nie jest dla każdego. Trzeba mieć ten zapał, motywację w sobie. Tutaj jednak motywację dodatkową dają góry, widoki i droga. Super! Powodzenia!

  2. Wytrwałość, wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość. Ja po trzeciej nieudanej próbie sfotografowania wschodu słońca na Babiej zrezygnowałem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *