Moja ekipa już wie, że trzeba mnie będzie powstrzymywać – rozmowa z Joanną Kustrą

Kraków, Wielka Brytania, teraz Costa Del Sol. Dlaczego Hiszpania? 

Ta cała podróż po Europie to tak naprawdę poszukiwanie idealnego miejsca dla siebie. Londyn był świetnym miastem do rozwoju, pracy, barwnego życia społecznego i kulturowego, ale na dłuższą metę taka metropolia może być męcząca, nie wspominając o brytyjskiej pogodzie. Natomiast życie na hiszpańskim wybrzeżu jest spokojniejsze i bardziej zrelaksowane. Plan był, pozostać w Andaluzji rok, jako przerwa i oderwanie od szybkiego życia w Londynie. No więc 7 lat później nadal tu jestem! Aczkolwiek wiem, że jest we mnie dusza nomada i chciałabym jeszcze spróbować jakiegoś innego miejsca na świecie. 🙂

Wiesz już jakiego? 

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby spróbować swoich sił na rynku w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza że moje prace i styl były przyjmowane tam dosyć pozytywnie. Mam w Nowym Jorku rodzinę i bywałam tam często. Gdyby nie pandemia, to na pewno byłabym już na wycieczce po nowojorskich agencjach, ze swoim portfolio pod pachą – taki był plan na wiosnę. W związku z obecną sytuacją na świecie możliwe, że będę szukać bardziej lokalnie, np. w Barcelonie. 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Czy polskiej fotografce łatwo jest zrobić karierę za granicą?

Dla mnie największym wyzwaniem jest język. Zanim wyjechałam za granicę, studiowałam germanistykę, wiele lat uczyłam się angielskiego, a pomimo to przez pierwsze lata w UK czułam barierę. Bałam się robić błędy językowe, więc wolałam się czasem nie odezwać i straciłam niejedną szansę. W Hiszpanii, językowo, zaczynam totalnie od zera, ale starsza i mądrzejsza o doświadczenia, nie boję się mówić, pomimo iż robię dużo błędów i brzmię często śmiesznie. Grunt to komunikacja z klientem, ekipą itd.  Hiszpanie są bardzo życzliwi, jeżeli widzą, że się starasz używać hiszpańskiego, a nie wymuszasz na nich angielski. 

Jeżeli chodzi o inne aspekty, wydaje mi się jest podobnie jak w Polsce trzeba zbudować swoją markę, znaleźć kontakty i ekipę, rozwinąć sieć klientów. To jest uniwersalne na całym świecie.

Podejrzewam, że przenosząc się do Hiszpanii musiałaś szukać nowej ekipy. To jest stały zestaw osób?

Każda przeprowadzka wiąże się z poszukiwaniem nowych ludzi i jest to cały proces, ponieważ trzeba się nawzajem przetestować. Rzadko kiedy biorę całkowicie nową osobę na komercyjne zlecenie, żeby uniknąć jakichś wpadek. Zwykle organizuję tzw. testy i wspólnie robimy coś kreatywnego. Jeżeli dobrze nam się współpracowało, to kontakt ląduje na liście kreatywnych, do której sięgam przy zleceniach komercyjnych. Jestem wówczas pewna, że mogę na nich polegać i że świetnie się dogadujemy. 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Nie sposób pomylić Twoich zdjęć z kim innym. Jak udało Ci się wypracować ten indywidualny styl?

To jest ciekawe pytanie, na które próbuję sobie odpowiedzieć przy okazji każdych warsztatów, które prowadzę! “Jaki jest przepis na to, żeby sfotografować portret a’la Kustra” 🙂  A tak na poważnie, to myślę, że indywidualny styl to nic innego jak szereg różnych elementów: dobór modelki, ekipy, stylizacji, ustawienie światła, selekcja konkretnych zdjęć, poprzez wypracowany przez lata retusz i kończąc na palecie kolorów i odcieni. To jest chyba definicja indywidualnej estetyki, którą bardzo ciężko jest skopiować, bo jesteśmy tak od siebie różni i inaczej postrzegamy piękno. Na pewno można wyszkolić swoje oko, oglądając i inspirując się dobrymi pracami – nie tylko fotografią, ale też malarstwem, rzeźbą, filmem czy architekturą. Ja nieustannie oglądam dużo inspirującego materiału i próbuję śledzić trendy, zachowując przy tym swój styl. 

Możesz coś powiedzieć o tym jak przygotowujesz się do zdjęć, jak pracujesz, jak dużo masz do powiedzenia przy pracy nad komercyjnymi projektami?

W przypadku projektów indywidualnych czy edytoriali modowych (takich, które publikuje się w magazynach) mam w większości wypadków całkowitą swobodę. Od pomysłu, doboru modelki czy miejscówki, poprzez selekcję ostatecznych zdjęć. Oczywiście pracuję z ekipą i proces twórczy najczęściej jest pracą zespołową, dlatego często ich słucham w kwestii ciuchów, mejkapów czy obecnych trendów. W mojej branży jest niesamowicie istotne, żeby znaleźć ludzi, którzy widzą i myślą podobnie do Ciebie. Tymi zdjęciami najchętniej się też chwalę, bo są zgodne z moją estetyką. 

Jeżeli chodzi o projekty komercyjne, tej swobody na pewno jest dużo mniej. Około 2 miesięcy przed samą sesją zaczyna się proces rozmów i dogadywania szczegółów. Zanim dojdzie do samych zdjęć, wymieniamy wiele maili i telefonów odnośnie budżetu, modelki, lokalizacji i samego pomysłu na sesję. Ja mogę oczywiście wysyłać swoje propozycje, niemniej to klient ma ostateczną decyzję w każdej z tych kwestii. Ten proces przygotowań, wymiany pomysłów i moodboardów jest szalenie istotny – im więcej szczegółów, przykładowych zdjęć dostanę od klienta, tym lepiej mogę się przygotować i wykonać zlecenie zgodnie z jego gustem i oczekiwaniami. Niedługo przed sesją jadę “scautować” miejscówkę, studiuję ją pod względem światła i robię wstępny plan sesji. Jeżeli decyduję się fotografować w odległych od siebie miejscach, bardzo ważne jest sprawdzenie czasu dojścia/dojazdu. To ja znajduję ekipę i kontaktuję się z agencją modelek. W dzień sesji jestem odpowiedzialna za rozkład dnia – pilnuję aby wszystko szło gładko, żeby każda stylizacja była sfotografowana w odpowiednim miejscu, a ekipa nie pracowała głodna. Szczególnie w miesiącach zimowych, kiedy dzień jest krótszy muszę uważać, żeby mi nie zabrakło światła.  Do 2-3 dni po sesji robię wstępną selekcję zdjęć i wysyłam do klienta, który odsyła swoje wybory. Czasem pyta mnie o zdanie, ale jednak częściej sam podejmuje decyzje. Zwykle mam 1-2 tygodnie na ich retusz i ewentualne poprawki. 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Jesteś taką „Zosią samosią”. Z czego to wynika? Chęć totalnej kontroli nad każdym etapem realizacji?

Odpowiedź jest prosta, obecnie nie mam agenta i większość rzeczy organizacyjnych po prostu spada na mnie. Nie mam też w pobliżu żadnej agencji produkcyjnej, która działałaby na tyle międzynarodowo, żeby pomóc mi w organizacji sesji z udziałem polskiego czy anglojęzycznego klienta. Ale nie wszystkie sesje są aż tak wymagające czasowo, pracując dla lokalnego klienta mam dużo mniej obowiązków. To przy sesjach  zagranicznych klientów jest najwięcej pracy. 

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najbardziej efektywne rozwiązanie, niemniej dzięki temu podszkoliłam sobie hiszpański i nawiązałam dużo ciekawych kontaktów.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w fotografii? 

Do tej pory światło było dla mnie absolutnie najważniejsze. Zawsze próbuję dopieścić je prawie do centymetra. Niestety jestem przez to bardzo zachowawcza, działając tylko w obrębie „idealnego dla mnie światła” i wszystko, co jest nieładnie oświetlone i technicznie niepoprawne z zasady odrzucam. 

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w fantastycznym przeglądzie portfolio w Barcelonie, gdzie wielu kreatywnych ludzi z dużych, europejskich agencji i magazynów  krytykowało portfolia fotografów. Dowiedziałam się m.in., że mam poprawne technicznie, „śliczne fotografie”, ale brak im trochę spontaniczności i emocji.  Powoli dojrzewam do tego, że muszę łamać swoje zasady, przestać skupiać się tak bardzo na idealnym świetle i technikaliach. Bardziej poświęcić swoje siły na stwarzanie sytuacji, w których modelki będą czuły się na tyle swobodnie, żeby móc się bardziej otworzyć, może nawet wygłupiać. Muszę być też trochę bardziej odważna w wyborze zdjęć. Mam nadzieję, że w moich najnowszych projektach będzie widać te zmiany! 

Czujesz, że jest to potrzebne Twojej fotografii? Chodzi mi o to, czy faktycznie jest to trafiona uwaga. 

Oczywiście jak każdy artysta mam wątpliwości i waham się, w jakim kierunku powinnam się rozwijać. Ponad 10 lat temu zrobiłam serię zdjęć inspirowanych obrazami i ten projekt zrobił duże zamieszanie. Zdjęcia wygrywały konkursy, były kopiowane, kradzione, malowane przez innych artystów, powstało mnóstwo prac inspirowanych tymi zdjęciami, m.in. potężny mural w Częstochowie. Z uwagi, że ludziom to się bardzo podobało, przez następne lata fotografowałam wariacje w podobnych malarskich klimatach. Zbierałam przysłowiowe “polubienia”,  zaproszenia na warsztaty, wykłady. Łechtało to moje ego, ale zawodowo niekoniecznie pchało mnie do przodu. Temat teatralno-kostiumowy był po prostu za wąski, żeby się sprzedał modowo czy reklamowo,  a ludzie, którzy lubili moje zdjęcia, nie byli moją grupą docelową.  Wpadłam w pułapkę kopiowania samej siebie, bo miałam obawy, że jak zrobię coś totalnie innego, nie zostanie przyjęte dobrze. 

Po jakimś czasie zrozumiałam, że to proste zdjęcia z emocjami, niekoniecznie popularne na sieci, znajdują mi klientów. Więc dlatego teraz czuję, że muszę wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić coś innego i postawić sobie nowe wyzwania. Pokazać zdecydowanie więcej emocji, wybrać mniej idealne modelki, nie bać się naturalności i niedoskonałości. Nie jestem już tą sama osobą, którą byłam 10 lat temu. 

A czyich rad powinnam słuchać w kwestii poprawy portfolio?  Myślę, że właśnie takich specjalistów, dyrektorów kreatywnych odpowiedzialnych za duże kampanie, redaktorów dużych modowych magazynów bo do pracy z nimi właśnie aspiruję.

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Jak postrzegasz współczesną fotografię?

Przede wszystkim, zawód fotografa przestał być elitarny. Każdy z telefonem może nazywać się fotografem i niejednokrotnie robić ciekawsze zdjęcia niż profesjonalista. Ostatecznie to człowiek dzięki swojej estetyce wybiera moment, kadr, obiekt fotografii. Sprzęt odgrywa drugoplanową rolę.  Ja sama zaczęłam fotografować, około 15lat temu, kiedy pierwsze cyfrowe lustrzanki zdobywały popularność ze względu na swoją dostępność. Już wtedy mówiło się, że my, wówczas młodzi, zepsujemy rynek, zalewając go miernymi zdjęciami. Ilość fotografii jest faktycznie niesamowita, ale globalizacja pozwoliła na możliwość szybkiego porównania się z zawodowcami z całego świata i weryfikację kto, w czym jest dobry. Rynek wyparł rzemieślników, a na ich miejscu pojawiło się mnóstwo utalentowanych ludzi, którzy potrafią ciekawie patrzeć. Współczesna fotografia mody też się bardzo dynamicznie zmienia. Magazyny przestają się drukować (pandemia w tym niestety pomaga) i wszystkie kampanie muszą być dostosowane do potrzeb internetu, FB czy IG, gdzie mają najwiecej wyświetleń.  Zdjęcia przeplatają się z krótkimi filmami, wszystko musi być interaktywne, prawdziwe i chwytliwe. Firmy, zamiast robić profesjonalną kampanię, coraz częściej inwestują w tzw. Infuenserów, którzy pokazują produkt na IG. Muszę mieć na uwadze, że dzisiaj nie konkuruję już tylko z innymi fotografami, ale rownież z wszystkimi popularnymi nastolatkami, które mają telefon i tysiące tzw. „followersów” na koncie Instagrama.

I jak widzisz swoją przyszłość? Co robisz, aby być atrakcyjnym partnerem na tym rynku?

Cały czas nad tym pracuję i próbuję odnaleźć się w nowej sytuacji. Przede wszystkim chcę zdywersyfikować źródło dochodów. Był plan aby zrobić serię ekskluzywnych warsztatów, w przepięknych hiszpańskich miejscach z profesjonalną ekipą. Tak, żeby uczestnicy nie tylko mieli po warsztatach głowę pełną informacji, ale rownież przepiękne zdjęcia gotowe do publikacji. 

Planowałam też zrobić tournee warsztatów po Stanach Zjednoczonych, miałam kilka zaproszeń na ten rok. Niestety pandemia pokrzyżowała trochę plany.

Dostałam też zaproszenie do nagrania profesjonalnych szkoleń online (foto i retusz) z jedną z większych platform edukacyjnych w sieci, niestety to też będzie odwleczone w czasie, ze względu na utrudnienia w podróżach. 

Pracuję nad możliwością zakupu zdjęć na mojej stronie interentowej, zaczynam również przygotowywać swoje zdjęcia do publikacji w tzw. bankach. Dla swoich klientów oprócz zdjęć, zaczęłam robić krótkie filmiki z planu, które mogą wykorzystywać w mediach społecznościowych. Poszerzam swoje portfolio o bardziej naturalne i lifestylowe zdjęcia, bo taki obecnie jest trend. Zaczęłam bardziej dbać o swoje konto IG bo wiem, że tam właśnie agencje reklamowe szukają fotografów, natomiast uaktualnione konto Linked-in pomaga mi znajdować nowych klientów. 

Nieustannie też staram się testować i uczyć, poszerzyć swoje horyzonty nie tylko z  zakresu fotografii, ale też szeroko rozumianej sztuki. 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Co najbardziej lubisz w całym procesie powstawania fotografii?

Zdecydowanie najbardziej lubię moment, kiedy modelka staje przed obiektywem, jestem podekscytowana co ciekawego i pięknego mogę wspólnie z nią stworzyć. Jeżeli złapie z nią dobry kontakt, stylizacja i światło wyjątkowo mi się podobają, to wbrew logice robię dużo więcej ujęć. Moja ekipa już wie, że trzeba mnie będzie powstrzymywać, bo prawdopodobnie w pierwszych 10 klatkach już na pewno mam swoje ujęcie i robienie 100 dodatkowych niczego nie zmieni. 

Poza tym, cała kreatywna część przygotowań, szukanie pomysłów czy inspiracji, też jest bardzo pasjonujące. Nie przepadam natomiast za tym, że często trzeba czekać na publikację zdjęć – ekscytacja nowym materiałem mija i widzę ile rzeczy mogłam zrobić lepiej.

Sporo nieszablonowych uwag pojawiło się na temat zespołu z którym pracujesz. Możesz jeszcze kilka słów o tych ludziach powiedzieć? To bardzo barwne postaci muszą być.

To prawda, że ludzie, którzy zawodowo zajmują się malowaniem i czesaniem modeli, czy dobieraniem fikuśnych stylizacji, muszą być trochę niestandardowi. To też artyści, wrażliwi na piękno i sztukę. Często dość ekstrawaganccy w zachowaniu i ubiorze. Podobnie jak fotografowie, wykonują swoje zawody z wielką pasją, widać to przy bardziej kreatywnych projektach, kiedy mogą trochę bardziej poszaleć. Niejednokrotnie to są znajomości na całe życie. 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Wiem, że sama zajmowałaś się postprodukcją swoich zdjęć, dalej tak jest? Jeśli nie, to czy masz swoich retuszerów czy zlecasz zewnętrznym firmom?

Do tej pory cały czas sama retuszuję swoje zdjęcia, wynika to chyba tylko i wyłącznie z tego, że kiedyś pracowałam sama jako retuszer. Zdecydowanie coraz częściej myślę o zleceniu tego innym. Postprodukcja może zajmować dużo czasu, który mogłabym poświecić na inne projekty. Jedyną rzeczą, z której ciężko byłoby mi zrezygnować to, dopracowanie kolorystyki zdjęć – dla mnie to dość indywidualna sprawa.

Muszę zapytać o sytuację w której się znajdujemy obecnie (koronawirus). Jak sobie z tym radzisz? Jaki ma ona wpływ na Twoją pracę?

Jak wielu z nas, obecna pandemia pokrzyżowała mi wiele planów i wyjazdów zawodowych. Choć Hiszpania powoli wraca do życia, ciężko mi przewidzieć ekonomiczne skutki w branży modowej. Większość kreatywnych ludzi ten czas inwestuje w rozwój, marketing czy inne zawodowe aktywności. Ja niestety, wyjątkowo w czasie pandemii, nie mam tego komfortu, ponieważ mam dwie małe córeczki (1 i 4 lata), które bez wspomagania niańki/przedszkola zajmują mi absolutnie całość mojego czasu. Z drugiej strony mam szczęście, że mieszkam w słonecznej Hiszpanii, kilka metrów od morza, w pięknym, spokojnym i odizolowanym od cywilizacji miejscu. Myśle, że po tylu latach zaczynam przesiąkać andaluzyjskim podejściem do życia – “relájate, tranquilo, mañana…” (zrelaksuj się, spokojnie, jutro…) 

fot. Joanna Kustra
fot. Joanna Kustra

Ciężko jest mi sobie wyobrazić to podejście w fotografii modowej czy reklamowej. Na prawdę jest to możliwe?

Jestem w takim momencie swojego życia, że nie czuję presji szukania zleceń za wszelką cenę. Od kiedy mam dzieciaki, moje priorytety się nieco zmieniły. Oczywiście, kiedy pracuję, to daje z siebie 100%, ale też nie stresuje się aż tak bardzo w kontekście walki o zlecenia. Z uwagi na ograniczony czas, uważnie wybieram projekty, które są dla mnie wartościowe i rozwojowe. Na wszystko w życiu jest czas!

Dzięki piękne za wywiad i dogłębne pytania. Czasem fajnie jest zwerbalizować, co się ma w głowie, bardzo fajnie systematyzuje to przemyślenia  i cele!


Z Joanną Kustrą rozmawiał Marcin Pycha. A więcej zdjęć naszego gościa możecie znaleźć na jej stronie internetowej


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *