Ridgway Glover – Fotograf, którego motywacja nie znała granic.

Natrafiłem na niego zupełnie przypadkiem, czytając wybitną książkę opowiadającą historię wodza Siuksów, Czerwonej Chmury. 

Tak więc było to dawno temu (połowa XIX wieku), w Ameryce Północnej, podczas gdy Stany Zjednoczone prowadziły wojnę z licznymi plemionami rdzennej ludności.

“Glover był tyczkowatym, trzydziestoczteroletnim obieżyświatem z Filadelfii. Gęstą czuprynę blond włosów zazwyczaj ukrywał pod płaskim pilśniowym kapeluszem, modnym na Wschodzie. Ten potomek znaczącej kwakierskiej rodziny kilka lat wcześniej zajął się świeżo powstałą sztuką fotografii, a swoimi zdjęciami w technice ferrotypii z pogrzebu prezydenta Lincolna zwrócił na siebie uwagę dyrektora Instytutu Smithsona, który zasugerował, że swoje talenty powinien rozwijać na Zachodzie.”[1]

Zachód miał oczywiście oznaczać ówczesne pogranicze, gdzie na terenach przez, które przepływa Platte Północna, wytyczono nowe szlaki wiodące do złotonośnych obszarów w górach Montany. Z istniejącego już wcześniej szlaku Oregońskiego, w kierunku doliny Yellowstone płynąć zaczęła nowa rzeka, tym razem zamiast wody wypełniona poszukiwaczami złota, handlarzami i ich rodzinami. 

Zamieszkujących “Wielkie równiny” Indian, nie mogła nie obchodzić obecność białych, którzy z jednej strony próbowali z przedstawicielami plemion handlować, podpisywać traktaty, ale też w razie potrzeby walczyć o to by szlak np. Bozemana utrzymać przejezdnym i bezpiecznym. Niestety historia “pogranicza” potoczyła się w kierunku brutalnych wojen, podczas których obie walczące strony popełniały barbarzyńskie zbrodnie, nie oszczędzając przy tym cywili. 

Źródła historyczne podają, że właśnie w tym okresie Ridgway dotarł do Nebraski i zamierzał udokumentować naradę pokojową jaką zwołano we wrześniu 1866 na obrzeżach fortu Laramie. [2]Narada ta zgromadziła ponad 10 tysięcy Indian pochodzących z pokojowo nastawionych jak i wrogich względem siebie plemion; po to by rozmawiać z przedstawicielami “wielkiego ojca” z Waszyngtonu.[3] Glover fotografował Indian, zachwycała go przyroda okolic, często oddalał się samotnie by wędrować po wzgórzach, czasem mając przy sobie na wypadek konieczności obrony jedynie nóż. 

Używał ferrotypii jako jedynego dostępnego mu w terenie sposobu na przekazanie wykonanych pozytywów sfotografowanym osobom, w szczególności przedstawicielom plemion.[4]

Technika jaką posługiwał się Ridgway, wymuszała na nim wędrówki do źródeł czystej wody. Potrzebował jej do płukania negatywów, a woda rzeczna była zwykle zamulona. Także wiatr niosący drobinki piasku przeszkadzał w fotografowaniu, toteż Glover skarżył się w swoich listach do redaktorów zaprzyjaźnionych gazet lub sponsorów swojej podróży na zachód, opisując problemy z jakimi się stykał. [5] Woził ze sobą wózek pełen chemikaliów, który służył mu jako mobilna ciemnia. Fotografował aparatem otworkowym Roettgera, opierając go na bambusowym statywie, a jako nośnika fotografii ferrotypowej używał mosiężnych płytek. [6] W jednym z listów opisał  jak trudno było mu przekonać Indian do pozowania. Niektórzy uważali, że pomrą jeśli zrobi się im zdjęcie i dziwacznie na to reagowali, na przykład tarzając się w piasku.[7]

Z około pięćdziesięciu fotografii jakie wykonał podczas narady Indian, jedynie 22 – jak sam twierdził – nadawało się do publikacji. Zdjęcia te zostały posłane do wydawcy w Filadelfii  kurierem.

Pomimo trudów, Glover uwieczniał na ferrotypiach zarówno Indian jak i widoki gór Skalistych, a następnie okolice rzeki Powder, „domu” Siuksów.  Być może zuchwałe wędrówki jakie odbywał, martwiły dowódców fortów, w których znajdywał tymczasowe schronienie. Oni, mający dbać o bezpieczeństwo przejezdnych, przestrzegali przed samotnymi wędrówkami, jednak on uparcie wydawał się wierzyć w to, że Indianie nie stanowią dla niego zagrożenia. 

Ridgway wraz z kilkoma żołnierzami wpadł nawet w zasadzkę indian, brał udział w potyczce i musiał widzieć okropieństwa szału walki, jednak ciągle miał odwagę wędrować samotnie po terenach pełnych zwierzyny oraz wojowniczych plemion. Co go do tego skłaniało? Na to pytanie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.

Ostatecznie jego pasja, brawura, a może wiara doprowadziły go do tragicznej śmierci. Został zamordowany kilka mil od fortu Kearny, podczas samotnej wędrówki powrotnej do fortu z miejsca wyrębu, w którą udał się nie zważając na ostrzeżenia. Zgodnie z istniejącym wówczas zwyczajem Indian, został oskalpowany i być może torturowany. Ciało Ridgwaya znalazł transport udający się na miejsce pracy drwali. Było ono w szczególny sposób zmasakrowane. [8]

Z listu poświęconego śmierci fotografa do wydawcy  gazety “Frank Leslie’s Illustrated Newspaper”wynika, że był on uważany za lekkomyślnego ale i odważnego.[9] List ten napisany został przez Davida White, będącego prawdopodobnie kapelanem w forcie Reno, który poznał Ridgwaya osobiście. Prosił on o publikację informacji o śmierci fotografa, gdyż nie posiadał, żadnych personaliów jego bliskich. Szczegóły jakie autor listu chciał przekazać odnośnie śmierci fotografa, były dużo łagodniejszą wersją tego co zaszło, niż to podają inne źródła powołujące się na świadków.

Ciało Glovera przetransportowano w okolice fortu Kearny i tam pochowano. Niestety pomimo przeszukania terenu zdarzenia, sprzętu fotograficznego nie udało się odnaleźć. [10]

Lekcja pasji i rzemiosła

Życie Ridgwaya zakończyło się w 1866 roku, jednak i dziś może być ciekawą lekcją tego czym była kiedyś i czym jest dziś fotografia. 

O jego młodości, oraz o tym jak zaczęła się jego przygoda z fotografią dowiadujemy się z artykułu Pauli Richardson Fleming. Pomimo, że pochodził z farmerskiej rodziny, nie poszedł śladem rodziców, ale zainspirowany nową techniką utrwalania obrazu postanowił zdobyć wiedzę na jej temat. Nieopodal leżało jedno z ważniejszych centrów rodzącej się fotografii Filadelfia i to właśnie tutaj Ridgway ucząc się samodzielnie, ale także odwiedzając lokalne studia, poczuł się na tyle pewnie, że mógł już ogłosić się jako fotograf zwierząt i krajobrazów. W Filadelfii nawiązał też kontakty z fotografami oraz wydawcami, między innymi rodziną znanego fotografa Georga Schreibera.  [11]

Aby dostać się na ówczesne pogranicze, gdzie Stany Zjednoczone toczyły wojnę z plemionami indiańskimi, Ridgway musiał się natrudzić. 

Ubiegał się o wsparcie w ośrodku badawczym Waszyngtonu – Instytucie Smithsona. Nie zależało mu na partycypacji w kosztach, lecz na możliwości występowania pod cenionym szyldem, wzięcia udziału w jednej z organizowanych przez ośrodek wypraw badawczych. W liście do sekretarki instytutu Spencer Baird pisał, że jest zainteresowany wzięciem udziału w organizowanej przez Instytut wyprawie na zachód, proponował przy tym, że sporządzi dokumentację fotograficzną geologii  odwiedzanych terenów i samej ekspedycji. Zaznaczał przy tym, że jego własne środki są ograniczone lecz mógłby odpłacać również wykonując inne zajęcia jak zajmowanie się końmi.[12]

Uzyskanie zgody nie było łatwe. Glover musiał wysłać sporo listów, odwiedzić Waszyngton osobiście, przesłać swoje fotografie. Pomocne były rekomendacje od redaktorów, z którymi współpracował w Filadelfii, jak ta od swojego wcześniejszego szefa Tima O’Sullivana, dzięki któremu Ridgway otrzymał sponsoring i rozpoczął współpracę z pismem Franka Leslie. [13] Ostatecznie Ridgway otrzymał propozycję i  wyruszył w kierunku Fortu Laramie by wraz z komisarzami pokoju wziąć udział w dużych negocjacjach z Indianami. 

Czasy gdy amerykański zachód stał się celem fotografów i korespondentów miały na dobre nadejść w latach 70 tych XIX.  Ridgway był tam jednym z pierwszych fotografów. Ówczesnym mieszkańcom wschodniego wybrzeża, a i starego świata, mógł on odsłonić parawan tajemnicy o tym co dzieje się na pograniczu, jak wygląda tajemniczy „wild west”. 

Co ciekawe jednak fotografie jakie Ridgway wykonał podczas wielkiej narady, nigdy nie dotarły do adresata w Filadeflii jakim była firma “Wenderoth, Taylor & Brown”. [14] Gdyby tak się stało zapewne zostały by opublikowane i do dziś stanowiły by doskonały przykład tego, że fotografia ma sens i siłę oddziaływania. W swoim artykule  Judy Stevens stwierdza, że prawdopodobne jest, że zdjęcia te zalegają na czyimś strychu lub w notesie, a ich właściciel nie zna ich ogromnej historycznej wartości.[15]

Miejmy nadzieję, że kiedyś się odnajdą i będziemy mogli spoglądając na nie, nauczyć się czegoś nowego, o życiu wojowniczego ludu „Siedmiu Ognisk”, spotkaniach dwóch odmiennych cywilizacji, życiu na pograniczu i o nas samych.

KJ


[1]       „Serce wszystkiego co istnieje.Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów.” Tom Clavin, Bob Drury, Wydawnictwo Czarne 2019, wyd.2.  str: 319

[2] https://www.writing.com/main/view_item/item_id/982233-Frontier-Photographer–Ridgway-Glover [2019.10.02]

[3] Tamże str:27

[4]       Annals of Wyoming, The Wyoming History Journal, Spring 202, Vol.74 , No.2, Artykuł:”Ridgway Glover,Photographer” Autor: Paula Richardson Fleming str 22 lub online:https://archive.org/details/annalsofwyom74142002wyom/page/n67 [2019.10.04] 

[5] “The Fetterman Massacre. Formerly Fort Phil Kearny:An American Saga” Univeristy of Nebraska Press Lincoln and London,1962 Dee Brown 

[6] „Serce wszystkiego co istnieje.Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów.” Tom Clavin, Bob Drury, Wydawnictwo Czarne 2019, wyd.2.  str: 319

[7] “The Fetterman Massacre. Formerly Fort Phil Kearny:An American Saga” Univeristy of Nebraska Press Lincoln and London,1962 Dee Brown

[8] „Serce wszystkiego co istnieje.Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów.” Tom Clavin, Bob Drury, Wydawnictwo Czarne 2019, wyd.2.  str: 345-46

[9] http://freepages.rootsweb.com/~familyinformation/history/fpk/leslie102766.html [2019.10.02]

[10] https://www.fortphilkearny.com/blank-2 [ 2019.10.03]

[11]      Annals of Wyoming, The Wyoming History Journal, Spring 202, Vol.74 , No.2, Artykuł:”Ridgway Glover,Photographer” Autor: Paula Richardson Fleming str 17-18 lub online: https://archive.org/details/annalsofwyom74142002wyom/page/n63 [2019.10.04]

[12]      Annals of Wyoming, The Wyoming History Journal, Spring 202, Vol.74 , No.2, Artykuł:”Ridgway Glover,Photographer” Autor: Paula Richardson Fleming str 19 lub online: https://archive.org/details/annalsofwyom74142002wyom/page/n63 [2019.10.04]

[13]      Moon of a bitter cold, Frederick J. Chiaventone , Wyd.Forge 2002, Google Books: https://books.google.pl/books?id=5Znd1NomPsoC&pg=PT225&dq=ridgway+glover&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiOx_aLgIHlAhXntYsKHU9jDNMQ6AEIKDAA#v=onepage&q=tim%20o’sullivan&f=false[2019.10.04] 

[14] http://www.borjedorch.se/Indianer/glover.html [2019.10.04]

[15] https://www.writing.com/main/view_item/item_id/982233-Frontier-Photographer–Ridgway-Glover [2019.10.03] 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *