Fotografia może kłamać – Rozmowa z Michałem Massą Mąsiorem, fotografem modowym i reklamowym.

Mieliśmy do tej pory sporo wywiadów ze streeterami, w związku z tym chciałbym zahaczyć jeszcze o ten temat i zapytać Cię o pewną historię, w której występuje budka z hot-dogami i Bruce Gilden.

Tak, to śmieszna sytuacja. Miała ona miejsce na warsztatach fotografii ulicznej z Brucem Gildenem, które odbywały się w siedzibie wydawnictwa Leica Fotografie International w Hamburgu. 

Od samego początku poczułem, że jest jakiś fajny przepływ energii między nami. Gildenowi spodobało się to, co robiłem na warsztatach i w pewnym momencie powiedział: „Pierdol tę swoją modę, załóż sobie small business, jakąś budkę z hot-dogami, żebyś miał z czego żyć i rób street, bo masz do tego żyłkę”. 

Zacząłem faktycznie robić street. Parę razy mu nawet coś wysłałem. No, ale Gilden jest facetem zerojedynkowym. Albo mu się coś podoba, albo nie. Kiedy wysyłałem mu zdjęcia robione w Krakowie, mniej mu się podobały, więc już nie wysyłam nowych. Ale ciągle mamy ze sobą kontakt. A to, że Gilden mnie polubił sprokurowało moją współpracę z Leiką. Dzięki temu zrobiłem kilka projektów dla Leica S Magazine i od jakiegoś czasu jestem ambasadorem Leiki w Polsce.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Pojawił się wątek sprzętu. Wcześniej nie miałeś styczności z aparatami Leica?

Jestem gadżeciarzem, jak wielu fotografów. Moja przygoda z fotografią zaczęła się od fascynacji sprzętem. Leica szybko odnalazła się na stronach internetowych. Stwierdziłem, że jeśli profesjonaliści tym fotografują, to coś w tym musi być. Ale długo nie miałem możliwości nawet dotknąć tego sprzętu. Dopiero jakieś 10 lat temu, na targach fotograficznych w Łodzi – jak już powstało polskie przedstawicielstwo Leiki – mogłem przetestować Leikę M8. Wtedy pomyślałem sobie, że to piękny aparat, ale szkoda, że ma taką kiepską jakość obrazu. Natomiast zainteresowanie wszystkimi mediami związanymi z Leiką doprowadziło mnie do tego kursu, o którym wcześniej wspominałem.

Pierwszą Leiką, na którą mogłem sobie już pozwolić, była M-ka typ 240. Też podobno średnio udana, ale nie miało to dla mnie aż takiego znaczenia, jak miękko rysująca, filmowa optyka, która bardzo mi się spodobała.

Do fotografii modowej i reklamowej też używasz M-ki?

Do fotografii mody przez ostatnie parę lat używałem Leiki S, ale niestety klienci wymogli zmianę na aparat z większą ilością pikseli. 37 megapikseli to było za mało dla niektórych, bo, jak się okazuje, prościej i taniej jest zrobić jedno zdjęcie, z którego można sobie wykadrować kilka innych. Niestety, taka jest specyfika rynku i trzeba się dostosować. S-trójka jeszcze nie została zaprezentowana, więc musiałem przesiąść się na Hasselblada ze znacznie większą matrycą, ale nadal bardzo lubię M-ki, a teraz również Leiki Q używam do rzeczy mniej studyjnych.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Czyli gadżedziarstwo …

Pełną gębą. Tak! (śmiech)

Rozumiem to. Fotografia taka jest. 

To miało być kolejne pytanie. O rolę sprzętu w Twojej fotografii. 

Jest taka opinia, że dobry fotograf zrobi zdjęcie wszystkim, ale z drugiej strony ten nowoczesny sprzęt bardzo pomaga i sprawia, że mamy większe możliwości. 

Widzisz dużą różnicę pomiędzy sprzętem, na którym zaczynałeś swoją przygodę z fotografią, a tym na którym teraz pracujesz?

Nie widzę aż tak dużej różnicy. Największy przeskok, jaki poczułem, to było wejście w system średnioformatowy. Zdjęcia zyskały trójwymiarowość, jakiej nie miały przy fotografowaniu pełną klatką. To jest zupełnie inna plastyka obrazu. Zaczynam tę różnicę widzieć, kiedy oglądam zdjęcia moich studentów, których nie stać na kupno przyzwoitego sprzętu, albo dopiero zaczynają i nie chcą inwestować w drogie obiektywy, a tutaj – według mnie – jest największa różnica. Czuć tę ułomność taniej optyki, ale to też może być atut. 

Sprzęt tworzy fotografię, więc jest bardzo ważny, jednak nie skupiałbym się tylko na nim. Jeśli miałbym położyć na szali z jednej strony duże wydatki na sprzęt, a z drugiej inwestycje w wiedzę, to oczywiście zainwestowałbym w wiedzę.

Podsumowując, sprzęt albo jakość fotografii sama w sobie oczywiście się zmienia i trzeba subiektywnie patrzeć na obrazek, bo jednemu będzie się podobało obrazowanie Leiki, innemu Zeissa, a kto inny wybierze Schneidera. Każdy coś innego, ale żeby to odpowiednio wykorzystać, samemu trzeba też reprezentować pewien poziom artystyczny. 

Na pewno wysokiej jakości sprzęt pomaga profesjonaliście, ale już niekoniecznie amatorowi, bo z racji małego doświadczenia, ten po prostu nie będzie w stanie w pełni go wykorzystać. Jest też jeszcze jeden element, który ma znaczenie w pracy fotografa i myślę, że nie można go nie doceniać. Prestiż. Markowy sprzęt, markowe oświetlenie, markowe gadżety fotograficzne sprawiają, że wiele osób inaczej patrzy na naszą pracę. Oczywiście, wcale tak to nie musi działać, ale praktyka pokazuje, że wielokrotnie jednak ma to miejsce. Wyczuwalna jest ta próżność w ludziach, których fotografujemy. Zwłaszcza w ludziach mediów.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Jak już jesteśmy przy tematach technicznych, to mam pytanie o powrót fotografii analogowej. Od jakiegoś czasu widzi się w magazynach coraz więcej zdjęć, które są robione analogowo albo są stylizowane na analoga. Co o tym myślisz?

Bardzo mi się to podoba. W ogóle, podoba mi się odwrót od przesadnego retuszu. Podoba mi się to, że już nie musimy mieć idealnej kolorystyki. Czyli, że nie ma walki o to, aby ton skóry był dokładnie taki jak w rzeczywistości. Fotografia jest znowu trochę bardziej malarska. Na zdjęcie patrzymy jak na obraz, a nie oceniamy techniczne możliwości sprzętu.

Fotografia analogowa w swej świetności dążyła do tego, aby uzyskać obraz jak najlepszy technicznie, czysty i bez wad. Tymczasem to, co teraz powraca, to ułomna strona filmu, której wszyscy się wystrzegali. Prześwietlenia, flary, zaświetlenia, rysy, kurz, nieostrości, duże ziarno. Te błędy wręcz eliminowały wiele udanych obrazów na rynku komercyjnym, a teraz są wykorzystywane świadomie.

Zawsze należy zadać sobie pytanie, czy efekt, który chcieliśmy uzyskać, jest tym, czego oczekiwaliśmy. Mam takie wrażenie, że fotografowie sami często sobie robią krzywdę, dążąc do perfekcji. Bardzo często, obserwując moich studentów, widzę świeżość w sposobie patrzenia. Oni nie są w stanie zrobić technicznie idealnego zdjęcia, bo po prostu nie nabrali jeszcze dostatecznego doświadczenia i umiejętności, ale jednocześnie pokazują na zajęciach fantastyczne rzeczy. I zawsze wtedy zadaję sobie pytanie: „Czy chodziło o to, żeby było idealnie i ostro, czy chodziło o przekazanie nastroju i emocji?”. Fotografia nie tylko jest o doskonałości i pokazywaniu piękna. Nawet chyba bardziej nie jest.

Obserwuję ten trend w bardziej alternatywnych magazynach mody, gdzie pokazuje się mnóstwo fotografii zrobionych jednorazowym aparatem, bez dbałości o szczegóły. Czyli sprzęt nie jest ważny, kadr również. Ale dostrzegam w tym coś zupełnie innego. Świetne emocje, surowość, czasem bardzo specyficzny klimat, albo jeszcze coś innego, co sprawia, że obraz nie pozwala o sobie zapomnieć. 

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Przejdźmy do Twojej pracy. Zajmujesz się przede wszystkim modą i reklamą. Ile w tym, co robisz na zlecenie, jest ciebie, a ile szczegółowo wypracowanej koncepcji klienta? Na ile swobody możesz sobie pozwolić w takiej pracy? 

To jest supertrudne pytanie. Odtwórzmy sobie w głowie sytuację, w której widzieliśmy bilbord reklamowy i zastanawialiśmy się, co fotograf miał na myśli, co chciał nam przekazać, tworząc tak idiotyczne zdjęcie? Albo tak brzydkie lub takie, któremu podobnych widzieliśmy już na pęczki.Czyli pomysł jest taki sam, jak w pięćdziesięciu innych reklamach.

I wtedy warto pomyśleć o tym, jak wygląda proces tworzenia kampanii reklamowej. Fotograf jest tylko jednym z jej elementów. Zazwyczaj jest tak, że jakaś grupa ludzi pracuje nad koncepcją. Później jest spotkanie na zarządzie, gdzie przedstawia się tę koncepcję. Czasami jest to konkurs koncepcji, w trakcie którego okazuje się, że szefowi podobają się trzy różne projekty. Wtedy, żeby prezes był zadowolony, z tych trzech koncepcji robi się jedną i wychodzi z tego jedno wielkie nic. Następnie, dzwoni się do kilku fotografów i wybiera się tego najtańszego lub takiego, który za trochę wyższą cenę gwarantuje wysoką jakość i prosi się go o zrealizowanie gotowego briefu. Zazwyczaj jest to porażka. 

I mnie się to przytrafiło, i moim kolegom. Są takie projekty, pod którymi trudno się podpisać. Ale trzeba przecież z czegoś zapłacić rachunki.

Dopiero, kiedy zapłacimy już to frycowe, wyjdziemy na wyższy poziom, staniemy się rozpoznawalni w branży i jesteśmy w sytuacji, że klienci przychodzą do nas, a nie my do nich, można sobie pozwolić na forsowanie własnych pomysłów.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Pytałem o to, ponieważ patrząc na Twoje portfolio komercyjne, wydaje się ono być dość spójne wizualnie.

Miło mi to słyszeć. To znaczy, że jest już wydeptana ścieżka. Kampanie, w których fotograf ma większe możliwości decydowania o ostatecznym kształcie projektu, są zarezerwowane raczej dla tych największych nazwisk. Przykładem może tu być Jacek Poremba. Nie mówię, że wszystkie jego prace takie są, ale wielokrotnie widziałem realizowane przez niego kampanie, które bardzo mi się podobały, było w nich widać jego styl i wielokrotnie zastanawiałem się, co trzeba zrobić, aby móc te swoje pomysły przepchnąć.

Zazwyczaj staram się przekonać klienta, żeby poszedł moją drogą i wtedy widać jednak w tych projektach mnie. Nie da się chyba za każdym razem robić czegoś zupełnie innego. Jeśli ktoś jest fotografem stockowym, to będzie wyczuwalne to w jego pracach. Jego kadry będą zawsze bardzo czyste. Podobnie będzie z fotografem ślubnym czy reportażystą. Sposób widzenia, oświetlania, będzie przesiąknięty tym, co robią na co dzień.  

Kiedy wspomniany już Bruce Gilden robi sesję modową, to jest to dokładnie to, co robi w fotografii ulicznej.

Zdarzyło mi się kilka razy prowadzić wykłady dla ludzi związanych z reklamą i zawsze podkreślałem, że warto dobierać fotografa do charakteru zlecenia. Czasami to kosztuje więcej, ale zazwyczaj efekt końcowy jest fajniejszy. Dlaczego tak jest? Ponieważ fotograf to nie jest robot, który wykona dokładnie to, co mu każemy, bo jego sposób patrzenia jest podyktowany tym, z jakiego środowiska się wywodzi, jakie ma doświadczenia i kto go kształtował. Warto wiedzieć, że nie da się wymusić na nim zrobienia zdjęć w zupełnie innej estetyce, niż robi to na co dzień.

Czyli rozpoznawalny styl?

To jest niesamowicie ważne i na to trzeba sobie zapracować. Kiedy dziesięć lat temu myślałem sobie o tym, dlaczego nie mam własnego stylu i próbowałem sobie go narzucać, to się po prostu nie udawało. To trzeba wypracować.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Na tegorocznej EXPOzycji, w jednym ze swoich wystąpień mówiłeś właśnie o pracy nad sobą, dochodzeniu latami do pożądanych efektów, pracy nad warsztatem. Powiedz może kilka słów na ten temat, bo coraz więcej osób, które wchodzą w świat fotografii myśli, że po roku pracy staną się mistrzami na miarę Lindbergha.

Zdarzają się geniusze i mniej więcej raz w roku słyszymy o kimś, kto faktycznie robi zdjęcia od niedawna, a oglądamy niesamowicie dojrzałe prace. Ale to są wyjątki, które właściwie należy pominąć, bo w przeważającej większości trzeba przejść cały proces, od opanowania podstaw techniki fotograficznej, zrozumienia tego, jaki ma ona wpływ na powstawanie zdjęcia, poprzez poznanie historii fotografii albo i sztuki, poznanie zasad kompozycji, aż po świadome odrzucenie tych zasad i eksperymentowanie. Należy uzbroić się w duże pokłady cierpliwości. Trzeba iść swoją drogą i próbować, próbować, próbować. Aż w końcu zorientujemy się, że coś nas wciąga bardziej i możemy sobie tą dróżkę deptać mocniej. Tak jest chyba w każdej dziedzinie życia, nie tylko sztuki czy rzemiosła. Picasso, zanim stał się jednym z najsłynniejszych kubistów, przeszedł przez sztukę klasyczną, postimpresjonizm, aby rozpocząć eksperymenty z geometryzacją i uproszczeniem formy. A za tym wszystkim stała niesamowita podbudowa intelektualna. Szeroka i głęboka wiedza, nie tylko z dziedziny sztuki.

Jak patrzysz na współczesną fotografię? Co Ci się podoba, a co niekoniecznie?

Bardzo mi się podoba różnorodność. Fenomen agencji Magnum i fotografów z nią związanych. Praca na projektach, która świetnie się sprawdza w przestrzeni wystawienniczej. I świetnie widzący młodzi ludzie, wśród których mamy wielu Polaków. Cały czas szukam. Jednym z moich ostatnich odkryć jest niemiecki fotograf Michael Wolf, który niestety zmarł w tym roku. Ogólnie uważam, że bardzo dużo ciekawych rzeczy dzieje się w fotografii. 

Nie podoba mi się powtarzalność, sztampowość, która wkrada się do twórczości młodych fotografów, którzy przeczytają pierwszą książkę o fotografii, ukończą pierwszy kurs i bardzo próbują się promować. Nie jestem w stanie patrzeć na instagrama i to, co się tam dzieje.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Masz czas, żeby robić coś swojego?

No właśnie, tu jest niesamowicie śmieszna sytuacja. Rozpocząłem roczny program kuratorski, w którym staram się wyjść ponad to, co robię na co dzień, ale strasznie ciężko mi to idzie, bo zupełnie nie mam czasu. Jest słabo, ale staram się bardzo. 

A w jakim kierunku to idzie?

To nie tylko street, o którym wspominałem, ale coś bardziej osobistego. Portret i moda, ale chodzi o to, żeby zawrzeć w tym wszystkim więcej przekazu. Mam wymyślony projekt, który ma się skończyć wystawą, zacząłem nad nim pracować, ale idzie to bardzo opornie, może też z racji złożoności tematu.

O fotografię portretową zapytam, ponieważ nie tak dawno pokazywałeś projekt „Antyportrety”. Czego szukasz  w portrecie?

Zawsze czegoś innego. Z jednej strony szukam piękna, z drugiej strony charakterystycznych cech. Wreszcie, szukam kadru. Może to dziwnie brzmi, ale ważne jest to, jak się on układa, co jest tłem, jak to tło współgra z modelem. Przedmiotem portretu jest model, a żyjemy w czasach, w których promuje się sztampowe piękno. Czyli wszyscy mamy być podobni i idealni. Z bujnymi czuprynami, brodami, szczupli i wysportowani wedle panującej mody. A panie z wydatnymi kośćmi policzkowymi, wielkimi ustami i permanentnym, mocnym makijażem. A piękno nie objawia się w tym, aby być „ładnym”, ale interesującym. I tego szukam. Ale, z racji tego, że jestem fotografem reklamowo-modowym, nie szukam naturalizmu, a jednocześnie szukam korespondencji z rzeczywistością.

Co Cię najbardziej kręci w fotografii?

Najbardziej chyba to, że fotografia może kłamać. Często słyszę, że liczy się prawda w fotografii, że fotografia w ogóle jest o prawdzie. A mnie się wydaje, że tak w ogóle nie jest. Na temat subiektywności fotografii powstało już wiele prac naukowych. Robert Cappa i Tony Vaccaro. Fotoreporter romantyk i żołnierz, który wykonywał swoją pracę dokumentalisty. Dwa zupełnie inne spojrzenia na obraz wojny.  Oba prawdziwe, a jednocześnie pokazujące coś zupełnie innego. Cała historia fotografii dowodzi, że dokument, który powinien być najbliżej prawdy, może być manipulowany.

Tak więc, wydaje mi się, że fotografia jest o tym, co my chcemy pokazać, a nie o tym, jak faktycznie jest. I to najbardziej w niej cenię, że mogę pokazywać świat w swój własny sposób.

Fot. Michał Massa Mąsior
Fot. Michał Massa Mąsior

Nawiązując do tego kłamstwa w fotografii powiedz proszę jeszcze parę słów o retuszu. Jak to u Ciebie wygląda?

Nie robię retuszu sam. Nie mam na to czasu. Mam zaufaną retuszerkę, która to za mnie robi i staramy się podążać za światowymi trendami, czyli retuszować tak, żeby wszystko wyglądało, jakby nie było retuszowane. Ma być naturalnie. Ale też nie każdy klient jeszcze na to pozwala.


Z Michałem Massą Mąsiorem rozmawiał Marcin Pycha, a więcej zdjęć naszego gościa znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *