Faceci strasznie nie lubią się fotografować – rozmowa z Adamem Mikołajczykiem

Jesteś z rodziny fotograficznej, powiedz mi proszę, czy to tak musiało być, że zostałeś fotografem?

Tego, to się nigdy nie dowiemy. Natomiast, jeżeli chodzi o motywację, to jakiegoś wielkiego zapędzania do studia nie było. Raczej Ojciec prowadził politykę otwartych drzwi. Mieszkaliśmy nad studiem, więc ja się wychowałem w świecie lamp, statywów, aparatów fotograficznych i dla mnie wszystko to co się tam działo, było naturalne. Ale próbowałem pracy w innych miejscach, jako student. Każdy krakowski student robił na tacy, ja też. Aż pewnego dnia ojciec powiedział: „Może przestań pracować w knajpach, tylko przyjdź do mnie i tam porób najpierw zdjęcia do legitymacji, jakąś podstawową obróbkę, reprodukcję, zajmij się obsługą klienta. Może Ci się spodoba. A przynajmniej będziesz miał blisko do pracy”. Tak to się zaczęło. Później zacząłem mu asystować przy jego sesjach. No i stwierdziłem – Może sam bym spróbował. No i spróbowałem.  

Pierwszy raz zrobiłem sesję mojemu przyjacielowi, parę ładnych lat temu. Popatrzyłem na te zdjęcia i stwierdziłem, że jakoś tak łatwo się odnajduję w tym studiu. Wszyscy inni zaczynali zazwyczaj na zewnątrz, robiąc sesje plenerowe. Mnie to jakoś nigdy nie kręciło. Spodobało mi się to, że kreuję światło sam. I tak z sesji na sesję stwierdzałem, że to jest to co chcę robić. Ojciec tylko przyklaskiwał i mógł mnie wspierać dalej w tym żebym mógł robić swoje projekty. No i parę lat temu zacząłem już robić tylko swoje.

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Czyli to nie była pasja?

Nie, ale zawsze jako rodzina robiliśmy zdjęcia. W tym sensie, że zawsze były aparaty. Kiedy wracałem z wycieczek szkolnych, to zawsze ze zdjęciami. No i one były trochę inne od zdjęć kolegów, jeśli oni w ogóle jakieś mieli. Ale pasja narodziła się z pracy. Uważam, że to jest najbardziej słuszna kolejność dla większości ludzi. Nie każdy rodzi się z niesamowitym talentem, to są pojedyncze przypadki. Ja miałem to szczęście, że po prostu zacząłem pracę i ona stała się moją pasją. Poczułem to. Tak to zagrało.

Powiedz mi, skąd wziął się pomysł na markę „Pracownia Męskich Portretów” i jak wyglądała praca nad tym przedsięwzięciem?

Kiedy już pracowałem u ojca i zaczynałem robić swoje sesje, zarówno z kobietami jak i facetami zdarzyła się taka seria urodzin moich kumpli. No i tak każdego z nich zapraszałem na sesję żeby zrobić, a następnie wręczyć portret jako prezent. Tak się zaczęło. Spodobało mi się robienie zdjęć facetom. Potem dołożyło się do tego to, że poszedłem pierwszy raz do barbershop’u ostrzyc się i odkryłem, że są takie miejsca w których facetom jest miło. Tak to się jakoś fajnie poskładało wszystko. Później była rozmowa z bliskimi, z przyjaciółmi, radzenie się co zrobić, rozmowy z ojcem. No i stwierdziliśmy, że jak będę robił wszystko, to będę jak jeden z miliona fotografów i będę robił wszystko może tak sobie – raczej nie da się robić wszystkiego dobrze. 

Zauważyłem, że faceci strasznie nie lubią się fotografować i że ja w trakcie sesji mam z nimi znakomity kontakt. 

Połączyłem te wszystkie kropeczki, aż w końcu doszedłem do wniosku, że stworzę studio dla facetów, gdzie będę fotografował tylko mężczyzn. 

Na początku gdy jeszcze pracowałem u ojca, to wiadomo, cały ten mój pomysł istniał raczej w Internecie, ale kiedy to przedsięwzięcie się rozwijało narodziła się potrzeba powstania miejsca. No i to miejsce powstało. Było przystosowane do takiego właśnie męskiego klimatu, gdzie nie jest cukierkowo-pudrowo, ale raczej hardo i twardo żeby faceci, którzy przychodzą do mnie nie czuli się jakkolwiek niekomfortowo. Żeby nie wmawiali sobie, że fotografowanie się jest tylko dla kobiet, że to jest niemęskie, że po co mu to i na co mu to. Bo większość z nich potrzebuje zdjęć, tylko cały czas to utożsamiają ich robienie z jakąś „męką Pańską”.

Tak więc stworzyłem miejsce, w którym oni rozumieją, że to wcale nie musi być nieprzyjemne doświadczenie.

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Kto jest twoim klientem?

Każdy facet. Naprawdę, już przestałem się łudzić, że znajdę jakiś klucz. Są tacy którzy potrzebują zdjęcie biznesowe. Są tacy, którzy przyjdą po zdjęcie biznesowe, ale w czasie sesji tak im się spodoba, że zdejmiemy marynarkę, zakładamy czarny t-shirt i np. robimy coś  dla żony, albo dla niego samego. 

Są tacy, którzy chcą celebrować jakiś moment w swoim życiu. Najczęściej są to jakieś okrągłe urodziny. Stwierdzają, że nigdy w życiu się nie fotografowali – poza zdjęciami do dokumentów – i fundują sobie sesję. Są też tacy którzy akurat są w dobrej formie i stwierdzają, że dlaczego nie? No i są też sesje rodzinne. Męskie relacje rodzinne są zazwyczaj trochę trudniejsze, niż te choćby synów z matkami.  

Związki synów z ojcami, z dziadkami są zazwyczaj płytkie i szorstkie. Więc, kiedy dowiadują się, że istnieje taka możliwość, aby przyjść męską ekipą do studia i zrobić sobie wspólne rodzinne zdjęcie, to im się to podoba. I coraz więcej takich rodzinnych tematów mam. I one są bardzo fajne, nawet nie wiem, czy nie najfajniejsze dla mnie.

Najszczersze emocje wychodzą właśnie na tych zdjęciach. Szczególnie, kiedy fotografuję kilka pokoleń. To są najbardziej intensywne sesje, ze względu na ilość osób, jak i też na ten ładunek emocjonalny.

Czasem są też tematy z pasją w roli głównej, czy to muzyczną czy sportową. Również są to męskie tematy. Ostatnio fotografowałem biznesmena, który trenuje judo. Zrobiliśmy  zdjęcia w judogi jak i w garniturze. 

Motywacji jest mnóstwo, faceci są z różnych branż, w różnym wieku, w różnym kształcie. Jak już wspominałem, przestałem liczyć na to, że znajdę jakiś wspólny klucz, może tylko poza tym, że znajdują w sobie tą chęć i odwagę do sfotografowania się. Czasem jeszcze się bronią, kiedy pytam ich czy mogę wrzucić te zdjęcia w Internet. Oni wtedy mówią „Nie, nie, bo co sobie koledzy pomyślą”. Ale ja wtedy mówię, „Ale co Ciebie to obchodzi, co sobie koledzy pomyślą. Człowieku jesteś przystojny, wysportowany, rządny sukcesu i odnosisz już te sukcesy. Więc mogą Cię, co najwyżej wiesz gdzie pocałować”.

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Masz klientów którzy przychodzą na sesję w ramach czegoś w rodzaju autoterapii?

To nie jest tak oczywiste i nie jest na pewno tak głębokie, ale to też jest swego rodzaju przełamywanie się, odkrywanie siebie na nowo i tworzenie swojego nowego wizerunku. Wielokrotnie przychodzili do mnie mężczyźni, którzy to pierwsze zdjęcie robili sobie z jakiegoś powodu, jakiegoś przełomowego wydarzenia w swoim życiu. Nowy związek, nowa praca, w ogóle nowe życie. Zaczynają od nowa i potrzebują takiego bodźca który uwiarygodni tą zmianę, albo chęć zmiany. Czasami czuję, że robią to tylko dla siebie, żeby się  zbudować na nowo i wydaje mi się, że z całkiem niezłym wynikiem to wychodzi. Pomaganie im w tym – bo staram się ich naprawdę wzmacniać, budować, wyprowadzać z wszelkich błędów o ich własnym mniemaniu o sobie – to też jest wyzwanie.

Wspomniałeś o sesjach rodzinnych i że bardzo lubisz robić fotografie wielopokoleniowe. Czy to jest też coś, co pasuje do twojej osobowości? Ta „rodzinność”  jest w Tobie?

Tak, ja jestem raczej rodzinnym typem i sam marzę o własnej rodzinie, za jakiś czas. Natomiast, tak jak powiedziałem wcześniej, te relacje męskie w rodzinie są zazwyczaj  kiepskie. Wielokrotnie jest tak, że ten moment,  w którym panowie przychodzą do studia, jest dla nich czymś innym, niecodziennym. Widać że jest to dziwne doświadczenie. Na początku jest sztywno i nieufnie ale później kiedy się już rozluźnią, opuszczą gardę, okazuje się, że spędzają miło czas, mogą się powygłupiać, albo po prostu pobyć ze sobą. Zaczynają się uśmiechać, dogadywać sobie nawzajem, poprawiać sobie ubrania. Zbliżają się. To jest sedno. Kiedy jest taka dobra energia. Czasem jest tak, że dzieciaki są w trudnym wieku i widać, że wymagało to wiele pracy od ojca żeby je sprowadzić do studia, ale kiedy zaczynają się łamać w czasie zdjęć, zaczyna się im podobać i już przestają udawać, że im się to nie podoba, to też jest strasznie fajny moment. Widać, że możemy wtedy zrobić coś, co będzie bardzo fajną pamiątką na lata. I zawsze, kiedy mam problem z takimi dzieciakami to im tłumaczę, że teraz to Ci się nie podoba, ale za 10 lat będziesz ojcu dziękował, że Cię tu przyprowadził, bo będziesz miał świetną pamiątkę z czasów młodości. I zazwyczaj to działa. 

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Czyli, pociągają Cię przede wszystkim emocje i chęć stworzenia dokumentu, który zostanie  na lata?

Tak. Zarówno wtedy kiedy przychodzi młody chłopak, jak i sędziwy mężczyzna, chodzi o to żeby pozostało po nim coś wyjątkowego. 

Często zdarza się, że odchodzi bliska osoba i  okazuje się, że nie ma ani jednego dobrego zdjęcia, które można by pokazać bliskim, albo po prostu powiesić na ścianie. 

Ja jestem trochę skrzywiony, bo wychowałem się w rodzinie, w której fotografia była od zawsze i u nas zawsze ściany były pełne zdjęć. Na półkach stoją albumy ze zdjęciami i my całe nasze życie mamy w tych albumach. Możemy do tego sięgać, wracać i to jest fajne. Natomiast wyobraź sobie, że są ludzie – poznaję takich ludzi – którzy nie mają zdjęcia dziadka, babci, nawet rodziców. Rzadko w ogóle, ale zazwyczaj z kilku albo nawet kilkunastu ostatnich lat.  I kiedy odchodzi taka osoba to wtedy jest żal. Zawsze był jakiś powód żeby nie zrobić tego zdjęcia i to jest podwójna strata. Dzięki zdjęciom jest szansa, że ludzie pozostaną z nami trochę dłużej. 

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Opowiedz mi teraz o warsztacie. Od początku miały to być czarno-białe zdjęcia?

Chyba tak. Nie przypominam sobie żebym robił facetom kolorowe zdjęcia. Nawet prywatnie, do szuflady. Zawsze podobała mi się estetyka czarnobiałej fotografii. Pomijając kolor można się skupić na czymś ważniejszym. W chropowatej skórze, w zmarszczkach, w oczach, w emocjach można znaleźć historię. Bez koloru wydaje się to po prostu bardziej czytelne. I odkąd prowadzę pracownię, ciągle utwierdzam się w przekonaniu, że to był słuszny wybór.

Możesz mi coś powiedzieć na temat pracy z modelem? Jak wygląda przygotowanie modela do sesji? 

To zależy od powodu, dla którego dana osoba przychodzi do mnie i od jej charakteru. Kiedy przychodzą do mnie Panowie z własnej woli, z otwartym umysłem i charakterem, to jedyne co muszę zrobić to przekonać ich, że są w dobrych rękach. Że będzie to dobra zabawa. Muszą tylko słuchać tego, co do nich mówię i będzie sukces. Natomiast jeżeli przychodzą panowie, którzy dostali, np. zaproszenie na sesję – bo to też się często zdarza – to wtedy może się zdarzyć, że pan będzie troszkę bardziej zamknięty i postawiony w takiej sytuacji że, on się na to nie pisał, ale nie wypada nie skorzystać. Wtedy tej pracy może być trochę więcej, ale bez względu na to, jaki klient ma charakter, wydaje mi się, że dość szybko jestem w stanie stwierdzić, że z tym będę mógł sobie pożartować, a tego będę musiał od początku do końca traktować poważnie i z odpowiednim dystansem. To jest kwestia takiego „przełączenia trybu”, widzę to po sobie, widzę to po mojej siostrze, z którą pracuję, że doskonale wiemy, że tutaj musimy zachować pełen profesjonalizm – tzn. bez wygłupów –  a innym razem wiemy, że możemy z tym gościem się  „zakumplować” w czasie tej sesji. 

Przygotowanie przed sesją, to jest zawsze rozmowa. Czyli siadamy sobie na kanapie, pytam czym się zajmuje klient, co lubi, jaką ma pasję. Trochę gadamy o różnych męskich sprawach, jeśli trzeba. Potem jest make-up, Weronika też trochę podpytuje i uspokaja, tłumaczy, wprowadza. To jest czas w którym model może przyzwyczaić się do sytuacji, w której za chwilę się znajdzie. Potem kiedy jest już gotowy i wchodzi na plan cały czas z nim rozmawiam. Informuję, że ustawiam światła, kadr, że tu będzie błyskać, że w tą stronę powinien patrzeć. To jeszcze jest czas na oswajanie. A po tym wszystkim zaczynamy tą swoistą grę w pozowanie, zabawę twarzą i ciałem. 

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Przejdźmy teraz do post produkcji. Sam się tym zajmujesz?

Jeszcze tak, ale coraz częściej myślę o tym żeby to zlecać. Bardzo to lubię, bo czuję wtedy, że ta praca jest od początku do końca moja, ale z drugiej strony dałem sobie spokój z myśleniem, że to jest w jakikolwiek stopniu wyjątkowe. Mam na myśli oczywiście tylko etap tej bardzo rzemieślniczej post produkcji.

Wiadomo, że nikomu bym nie oddał konwersji z koloru na czerń i biel, bo to jest moje. Ale prostowanie koszuli, usuwanie zmarszczek, czy podkrążonych oczu, no to na Boga może zrobić każdy profesjonalista, który się po prostu na tym zna i dostanie wytyczne. 

Natomiast jeszcze walczę, jeszcze sobie mówię (śmiech), że dam radę. Natomiast, jeżeli dalej będzie się to tak fajnie rozwijało, to na pewno kogoś do współpracy będę sobie chciał podnająć i zlecać to.

Post produkcja zajmuje czasami więcej czasu niż zrobienie sesji.

No tak. Czasem jest to pół godziny, czasem dwie godziny. Zależy od zdjęcia. Jak jest, dzidziutek, który nie ma ani pół zmarszczki, życie go nie zmęczyło jeszcze to wiadomo, że tej roboty jest mniej. Natomiast w trakcie sesji może się upaćkać czekoladką i na każdym zdjęciu będzie trzeba tą koszulkę czy śpioszki czyścić. 

Zdjęcie zdjęciu nie równe. Czasem mam takiego modela, że post zajmuje mi kilkanaście minut. A czasami trzeba nad zdjęciem posiedzieć znacznie, znacznie dłużej. Kultura nie dbania o siebie w Polsce jeszcze trwa. Panowie ciągle nie rozumieją, że twarz to wizytówka i nie powinna wyglądać jak wycieraczka do butów.

I tu powinniśmy wstawić reklamę kremu.

Na przykład (śmiech)

Sam wybierasz zdjęcia?

Robię wstępną selekcję, w której zachowuję zdjęcia udane, z których ja jestem zadowolony i każdy wybór klienta z tej puli będzie dobry. Zawsze jest to po kilka, kilkanaście propozycji z danego ujęcia. Różnica tylko taki uśmiech, taki uśmiech, czy bez uśmiechu. Następnie, razem z klientem siadamy nad wglądówkami i wspólnie dokonujemy ostatecznego wybór.

Na papierze, czy elektronicznie?

Papier. Ja zawsze powtarzam, że klienci kupują u mnie zdjęcia, a zdjęcie to to co wisi na ścianie. Plik cyfrowy to jedynie dodatek. Czasem jeszcze są różne pytania co by było gdyby tak bez wydruku, ale ja wtedy mówię „Wtedy by nie było zdjęcia”. I tłumaczę, u mnie Pan kupuje zdjęcie, na papierze i w ramce.

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Fajne podejście. Bardzo klasyczne.

To jest tak jak z tymi zdjęciami bliskich. Żeby one były to powinny istnieć w sposób namacalny. Na ścianie, czy w albumie, ale muszą być pod ręką. Na telefonie, ja też mam kilkanaście tysięcy zdjęć, ale to nie to samo. Wiadomo, że mogę Ci je pokazać w każdej chwili. Mogę ci pokazać każdego z członków mojej rodziny, ale to nie są te same emocje. Ja zawsze to obserwowałem po znajomych, którzy odwiedzali nasz dom. Wchodzili, i po prostu byli w szoku, tu zdjęcie, tam zdjęcie, stąd, stamtąd, tu Mama, tam Tata, ja, Siostra, pies, całe nasze życie wisiało na ścianach i było ciągle dostępne, obecne. A wchodziło się do kogoś innego, a tam czasem jakieś zdjęcie na półce w ramce i tyle. Puste ściany, albo jakieś paskudztwa. 

Papier, drukowanie zdjęć, w związku tym spytam Cię o analogową fotografię. Fotografowałeś analogiem?

Tak, fotografowałem analogiem i czasami, dla przyjemności zakładam rolkę filmu do aparatu i zrobię parę fotek. Robię to również, jako taki „wspominacz”. Tą jedną rolkę potrafię mieć w aparacie przez klika miesięcy i robić co jakiś czas po kilka zdjęć. Bardzo fajnie ją ją wywołać po kliku miesiącach i sobie przypomnieć, „Rany Boskie, to my tam byliśmy? I takie zdjęcie się zrobiło?”.

Myślę czasem nad tym żeby wyczarować w magiczny sposób trochę czasu, odgrzebać starą Mamiję ojca, podpiąć ją sobie w studio do lamp i porobić coś. Ale natłok pracy po prostu na to nie pozwala. Nie da się wszystkich srok za ogon chwytać, cały czas. 

Natomiast bardzo mi się podoba to, co widzę codziennie wśród swoich znajomych, którzy nie koniecznie są fotografami zawodowymi, ale interesują się fotografią, kupują cały czas te rolki, kupują stare aparaty analogowe i robią te zdjęci. Jestem zaskoczony, że cały czas słyszy się o zamykaniu firm produkujących materiały śwuiatłoczułe, ale za chwilę ktoś ją kupuje i reaktywuje z sukcesem. Więc to, nawet jakbyśmy chcieli, cholera nie chce umrzeć. Więc mi się to podoba.

Ale czy ma to jeszcze jakikolwiek sens?

No znam fotografów, którzy robią okładki analogowe. Więc, chyba ma.

Pytam o to czy w czasach, gdzie fotografia cyfrowa jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie i możemy bardzo mocno ją przetworzyć, ma sens poświęcanie czasu na wywoływanie filmów, czy obróbkę ciemniową? Poza tym ceny materiałów do procesu analogowego są obecnie bardzo wysokie.

Jest to niewygodne, czasochłonne, droższe, dokładnie tak jak z winylami. Ale coś sprawia, że ludzie dalej to lubią. I jest na pewno estetyka tych filmów, która tłumaczy to, czemu ludzie to dalej robią. Nie do końca rozumiem tych, którzy w dzisiejszych czasach poważne zlecenia robią na filmach, bo wiem, w jaki sposób teraz działa ten świat. I po prostu, jakakolwiek wpadka, jakakolwiek awaria, która jest bardziej prawdopodobna w przypadku fotografii analogowej, może spierniczyć całą robotę i wtedy nie ma, co zbierać. To jest ryzykowne. Ja bym na pewno się nie pokusił na to, żeby w najbliższym czasie, poważnie oferować fotografię analogową. Chętnie wykorzystuję zdobycze technologii i uważam, że za ich sprawą mogę bardziej się skupić na celu, czy na wydobywaniu tego, co najlepsze w tych facetach.

Chyba pierwszy raz w historii fotografii, jesteśmy w takim momencie gdzie, nie idziemy cały czas z postępem technologicznym, tylko nagle wracamy. Już się zmęczyliśmy cyfryzacją?

Wydaje mi się, że cyfryzacja na pewno sprawiła to, że „wszyscy jesteśmy fotografami”. Nie znoszę tego hasła. Pan Rolke ostatnio na spotkaniu powiedział, że może raczej trzeba by to zamienić, na to, że „wszyscy robimy zdjęcia”.

No nie wszyscy jesteśmy fotografami. Fotografia cyfrowa rozwinęła się do tego stopnia, że można tak pomyśleć. Rzeczywiście, im nowszy aparaty, tym więcej błędów wybacza, natomiast w fotografii analogowej nie ma za bardzo miejsca na błędy. I może to powoduje, że wraca, że profesjonalistą jest ten, kto potrafi tą fotografię analogową uprawiać, a ci co nie potrafią to są w ogóle frajerzy, a nie żadni fotografowie. Takie warszawskie rodzeństwo fotografów – DR 5000 nazywa się ich firma – wrzuciło nie tak dawno post, że zrobili reportaż ślubny analogowo. Klient dla którego robili ten reportaż od dłuższego czasu szukał fotografa który podejmie się takiej pracy i nie mógł znaleźć. Podobno pytał najlepszych fotografów w Warszawie. Wszyscy odmawiali. A oni się podjęli i chapeau bas bo przyznam szczerze, zdjęcia w studio to jedno, a reportaż ślubny analogowy zrobić, w dzisiejszych czasach to jest, wyzwanie i ryzyko. Ślubu jednak nie da powtórzyć. 

Może to takie młodzieńcze szaleństwo. Fotografowie z większym doświadczeniem wiedzą, czym to grozi.

No właśnie. Choć przyznam szczerze, że oni też wiele stawiali na szali, bo mają bardzo dobrą reputację, i jakby im się to nie udało, to…

fot. Adam Mikołajczyk
fot. Adam Mikołajczyk

Powiedz mi, co Ty lubisz we współczesnej fotografii, nie chodzi mi o inspiracje, bo o to jeszcze zapytam.

Hmmm, we współczesnej fotografii? Na pewno lubię to, że jest jej więcej. Tak jak kiedyś gdy powstał Kodak Brownie wszyscy zaczęli robić zdjęcia, tak teraz smartfony sprawiają, że znowu wszyscy robią sobie zdjęcia. Robią ich mnóstwo, może za dużo, ale to daje możliwość zaszczepienia tej myśli, że to jest ważne aby je robić w tych ważnych momentach życia. Wydaje mi się, że za parę lat będzie tak, że nie będzie to możliwe aby ktoś nie miał zdjęcia z jakiegoś ważnego wydarzenia w swoim życiu. Może to nie będą dobre zdjęcia, może się nie będą nadawały na duże wydruki, ale przynajmniej będzie miał zdjęcia z chrztu swojego dziecka, z komunii, ze wszystkich ważnych wydarzeń. 

Nie do końca się z tym chyba zgodzę. Ludzie robią zdjęcia, robią strasznie dużo zdjęć, ale nie dbają o nie, o należytą archiwizację i bardzo często te zdjęcia znikają. 

Tak. Jest to duży problem.

Ale wróćmy do tego co lubisz.

Fajne jest to, że kiedy wydaje mi się, że nic mnie już nie zaskoczy to i tak zawsze coś takiego się pojawia. Współczesna fotografia otwiera tak ogromny wachlarz możliwości, że nie sposób jest się nudzić.

Czyli, nie zgadzasz się z tym że już wszystko jest sfotografowane?

Nie zgadzam się. Na pewno nie. Bo tak samo jak nie wszystko namalowano, nie wszystko wyrzeźbiono, nie wszystko zaprojektowano, tak nie wszystko w taki czy inny sposób sfotografowano. Jedyne, co nas ogranicza to wyobraźnia, więc dla niektórych to jest żadne ograniczenie i to jest wspaniałe. Naprawdę nie ma takiego tygodnia żebym nie zobaczył czegoś niezwykłego. Gdzieś na świecie ktoś wymyśli lub zrobi coś, czego ktoś inny jeszcze nie zrobił. Na pewno jest trudniej, z każdym dniem, ale nadal widać że można. Choć nie to jest najważniejsze. Najistotniejsze jest to aby robić dobrą robotę, cieszyć się z tego i jeszcze sprawiać żeby inni się cieszyli. Jak już to masz, to jesteś na dobrej drodze, żeby za parę lat stworzyć coś naprawdę niepowtarzalnego. A wtedy ktoś popatrzy na twoje prace i będzie wiedział, że to ty. To jest taki Święty Grall chyba wszystkich fotografów. 

Stworzenie własnego stylu.

Stylu, to jest tak strasznie dużo powiedziane. Bo na ten styl może się składać wiele rzeczy. A może chodzić tylko o tą jedną rzecz. Może to być styl kadrowania, styl świecenia, styl obróbki.

Ja myślę, że to może być całości.

Tak, tak to może być w ogóle całości, ale to jest już  wyższa szkoła jazdy. Czasem wystarczy, że ktoś tą jedną rzecz robi w wyjątkowy sposób i wiadomo, że to jest jego zdjęcie. Prawda? Jest wiele sposobów na to. 

No to jeszcze na koniec, co Cię inspiruje? Albo, kto Cię inspiruje? Tak najbardziej.

Z tym mam problem, bo jakoś nieszablonowo podszedłem do tego. Nigdy nie wpatrywałem się w żadne albumy po dziesięć, dwadzieścia razy, żeby czerpać inspiracje. Widywałem obrazy, które mi się podobały. No niestety, zmarły nie tak dawno Peter Lindbergh był zawsze dla mnie dobrym przykładem, robił niesamowite zdjęcia. Też czarno-białe w większości. Helmut Newton – niedawno byłem w muzeum Helmuta Newtona – i to na pewno był człowiek, który mógł inspirować. Jego prace były tak niesamowite i tak wyjątkowe, że siedziałem tam i po prostu chłonąłem i chłonąłem. Ale oni mnie bardziej inspirowali jako twórcy, osobowości a nie jako fotografowie. Ich podejście do pracy, to jak tworzyli, nawet jak się nosili, jak się zachowywali. To mnie bardziej inspiruje. Inspirują mnie sportowcy, tacy jak  Muhammad Ali – z fotografią nie ma nic wspólnego – ale jako facet, jako ikona boksu, jako niesamowity człowiek. Jest wiele takich osób, które mnie inspirują, ale nie koniecznie  związanych z fotografią.


Z Adamem Mikołajczykiem, znakomitym portrecistą i sprawcą Pracowni Męskich Portretów, rozmawiał Marcin Pycha.

1 myśl na “Faceci strasznie nie lubią się fotografować – rozmowa z Adamem Mikołajczykiem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *